poniedziałek, 19 marca 2012

Rozdział 9



***Sarah ***

-Czego chcesz ?-zapytałam oschle .

-Chce wszystko wyjaśnić ..-powiedział Janden siadając na łóżku . Odsunełam się od niego .Westchnoł .

-Przepraszam . To nie było tak jak myślisz ..-zaczoł

-To jak !?-wykrzyczałam mu przez łzy .Wyciągnoł do mnie ręke ,ale ja się jeszcze bardziej odsunełam . Ztarłam łzy i wbiłam wzrok w swoje dłonie .

-Nicole zadzwoniła do mnie z prośbą . Chciała abym poszedł do parku bo chcesz ze mną porozmawiać .Ucieszyłem się i ...

-Zaraz .. czyli ty mnie nie zaprosiłeś tylko Nicole ? Nie wysłałeś mi tego sma-a ?-powiedziałam zdziwiona podnosząc wzrok .

-No właśnie ci tłumacze . Nie wiem kiedy ,ale wzieła móją komórkę ,wysłała sms-a a potem nie zauważalnie podrzuciła mi go spowrotem .Nie wiedziałem co planuje .. gdy wylała na ciebie ten sok czy coś tam innego byłem tak samo zaskoczony jak ty .Gdy uciekłaś wołałem cię ,ale nie słyszałaś mnie . Biegłem za tobą i widziałem ten cały wypadek . Odrazu podbiegłem do ciebie i...

-Lekarze mówili , że miałam wielkie szczęście bo bardzo szybko wezwano pomoc ..To ty wezwałeś pomoc -powiedziłam .

-Tak , odwiedzałem cię każdego dnia gdy byłaś w śpiączce . Martwiłem się o ciebie i czułem się strasznie winny . Mogłem przewidzieć co planuje Nicole ..-powiedział z szklanymi oczami . Potem wzioł mocny oddech i znów zaczoł mówić .

-Pytałem się o ciebie twoich lekarzy , więc byłem na bierząco. Prawie się załamałem jak dowiedziałem się , że nic już tutaj nie mogą dla ciebie zrobić . Zamknołem się w sobie i godz obwiniałem się za wszystko . Potem sobie przypomniałem , że w LA mają bardziej skuteczne metody leczenia . W Phoenix mieszkam z tylko z mamą bo moji rodzice się rozwiedli . Moj ojciec mieszka w LA i paracuje w tym szpitalu jako neurolog ,więc poprosiłem go o przysugę . Odrazu się zgodził bo widział jak to jest dla mnie ważne . Skontaktował się z lekarzami w Phoenix ,a oni zaproponowali twoim rodzicom bezpłatne leczenie w LA i ..-mówił bardzo szybko a ja zaczynałam sobie wszystko ukadać na swoje mjejsce ..

-Czyli ty ponosisz koszty mojego leczenia ??

-No tak... ale nie przejmuj się tym . O wszystkim pomyślałem .Przepraszam cię jeszcze raz ..

-To ja cię przepraszam , że cię odtrącałam . Nie wiedziałam ... nie wiedziałam ,że. Przepraszam -powiedziałam płacząc .Tyle przecierpiał przezemnie , a ja go jeszcze teraz przez cały czas odtr acałam .

-Proszę cię nie płacz . To moja wina -powiedział ocierając moje łzy , a sam uronił kilka .Wpadłam w jego ramiona , a on przycisnoł mnie do siebie mocniej . Czułam się taraz bezpieczna . Czułam , że tu jest moje mjejsce . W ojęciach tego oto chłopaka . Mówiłam ,że cały jego urok prysł od czasu wypadku i teraz wyłącznie interesuje mnie Justin . Sama siebie oszukiwałam . Justin była naprawde fajnym chłopakiem . Niezwulke mi sie z nim rozmawiało . Myślę że już się z nim zaprzyjażniłam , ale do Jendena czułam coś niepodwżalnie więcej . Był kimś dla mnie kim jeszcze nikt nie był . Nie można było go niczym zastąpić , a staraty byam nie przeżyła ...

***Meredith***

Stałam w ogrodzie Scarlet . Było w nim mnóstwo ludzi . Niektórzy tańczyli w rytmie muzyki , kołysząc się na boki . Innni rozmawiali z boku , a pare osób siedziało w basenie . W tym Colin z Justinem .Ja stałam w tym tłumie tańcząc . Ogólnie impreza dawała całkiem niezłe wrażenie .Świetnie się bawiłam . Dom był duży i lususowy . Choć myślę ,że mój jest dużo wieszy i lepiej urządzony ,ale to rzecz gustu . Wszystko się działo za domem czyli nad basenem jak było to planowane .

W czasie tańca poczułam czyjś dotyk na ramieniu . Odwróciłam się a tam stał Mathew . Dawno z nim nie rozmawiałam .

-I jak się bawisz ??-spytał chłopak .

-Wspaniale -powiedziłam z uśmiechem .

-To dobrze , chcesz troche -powiedziła podając mi kubek z jakimś alkocholem .

-Nie , dzięki ja nie pije .

-No to może zrzucimy ciuchy i wskoczymy do basnu-powiedział ,a ja kwaśno spojrzałam na basen .

-Oj Meredith , Merdith . Musisz troche wyluzować .-powiedział obejmując mnie . Włożył jedną rękę do swojej kieszeni skórzanej kórtki i zaczoł coś wyciągać . Zaczoł bo akurat w tej chwili podbiegła do mnie Jane ,,porywając '' mnie .

-Mer !Szukałam cię . Co ty z nim robisz ?! Gdyby Liam ..-powiedziała nie dokańczając .

-Gdyby Liam co ?-spytał Liam pojawjając się mz nikąt .

-Nic -powiedziała szybko Jane a przy tym kopneła mnie w kostke . Co chyba miało znaczyć w języku Jane , że też mam nic nie mówić .

-Ałł-syknełam z bólu .

-Co ci ?-spytał zdziwiony Liam .

-Nic , nic zupełnie nic .-powiedziałam trzymając się za kostke z zacisnętymi zębami i patrzyłam się z wyrzutem na Jane .

- No dobra ja ide do basenu ktoś idzie ze mną !-powiedziała zmieniając temat Jane .

-Nie ja tu zostane .-powiedziałam . Jezu... co oni mają z tym basenem . Fakt to impreza nad basenem . No ale to nie znaczy , koniecznie trzeba wejść do tej WODY !! No ludzie ..litości .

-Wole potańczyć -wyjaśniłam .

-Jak tam chcesz . Ja ide .-powiedziała Jane .

-No to ja zatańcze z Mer . Mogę ?-zwrócił się do mnie Liam .

-Jasne -odpowiedziałam i pociągnełam go za rekę do tańca . Tańczyliśmy do jakiejś szybkiego kawałka . Nie ma pojęcia do jakiego , ale zajebiście się przy nim tańczyło . Poruszliśmy się w rytmie muzyki . Uwielbiałam tańczyć a z Liamem było jeszcze fajniej . Naprawde nieżle się ruszał . Za nim się obejrzałam byliśmy w centrum uwagi . Ludzie utworzyli mało grupkę wokół nas i się przygladali . Gdy utwór się zkończył wszyscy zaczeli nam bić brawo .Gdy udało nam się wydostać z tego tłumu wreście mogliśmy porozmawiać .

-Gdzie się nauczyłeś tak tańczyć ?!-spytałam zaskoczona .

-Kiedyś tańczyłem , ale potem mi się znudziło .-powiedział wzruszając ramionami .

-A ty , też niczego w sobie .-powiedział Liam .

-Ja poprostu lubie tańczyć . Nigdy tego specjalnie nie ćwiczyłam .-powiedziałam ,a potem rozbrzmiała jakaś wolna piosenka .

-Co ty na to ? Próbujemy ?-spytał Liam ciągnąc mnie na parkiet .Objoł mnie w tali a ja go za szyje i zaczeliśmy tańczyć . Czułam się z nim tak pewnie i taniec sprawiał mi wiele przyjemności.Po zkończonej piosence przybliżylismy się do siebie ... i nagle przybiegła do nas Scarlet .

-Proszę was !! Pomużcie mi . Rodzice mnie zabiją .-powiedziała zdesperowana dziewczyna .

-Jasne , co się stało ?-spytałam wychodzac z objęć Liama .

-Chłopaki się pobili i w salonie jest mnóstwo krwi .

-Boże , jak to mnóstwo krwi ?!-spytałam zaszokowana .

-Spokojnie nic im nie jest . Już ktoś nimi ktos się zaopiekował . Po prostu dużo krwi im poleciało z nosa z rozciętej wrgi itp. Pomóżcie mi to posprzątać . Jak moi rodzice to zobaczą to nie będą zachwyceni .-powiedziała Scarlet .

-Ok , już ide .-powiedziłam .

-A ty ?-zwróciła się do niego dziewczyna .

-Taa , już biegne .-powiedział troche oschle Liam . Widocznie nie był zachwycony , że Scarlet nam przerwała . Poszliśmy do jej salonu i wzieliśmy się za sprzątanie . Po zkończonej pracy opadliśmy na kanape .

-Dziękuje wam . Jestem wam ogromnie wdzięczna .-dziękowała nam Scarlet .

-Spoko -powiedziałam ziewając . Spojrzałam na zegarek było po 3 w nocy . Rozejrzałam się po domu . Nie za wiele osób tu jeszcze było . No nie licząc połowy gości którzy spali na podłode lub w innych dziwnych mjejscach . Jutro będą mieć potwornego kaca .

Ostatnia grupka normalnie funkcjonujących zebrała się i siedzieliśmy rozwaleni w salonie gadając . W śród nas był jakiś pijany chłopak , zaczoł się lepić do jakiejś dziewczyny .

-Charlie przestań jesteś pijany! -powiedziała jakaś dziewczyna i odeochneła go . On wogóle się nie przejoł . Wzioł następna butelkę piwa i upił troche .

-Wcale nie jestem pijany -powiedział chłopak chwiejąc się i machając butelką we wszystkie strony .

-Jaka ślicznotaka -powiedział chłopak podchodząc do mnie , objoł mnie ramieniem i zaczoł coś bełkotac mi do ucha .

-Odejdź -powiedziałam prubując go odepchnąć ,ale on jeszce bardziej się do mnie przybliżył i zaczoł jeździć językiem po mojej szyi . Nagle z nikąt uderzyła go prosto w twarz pięść Liama . Chrlie poleciał jak długi na podłoge .Usiadł i owrócił się do nas ukazując czerwona stróżkę krwi z nosa .

-Sprubuj się tylko do niej zbliżyć -powiedział oschle Liam rozcierając dłoń .

-Dziekuje -powiedziłam .Charlie wziół kilka butelek i zaczoł je rozbijać o podłogę . O boże tylko nie to ...Trzask , trzask . Nagle wspomnieniami znalazłam się w mojim dawnym domu . W ten dzień , którego nigdy nie zaponę . Trzask ,trzask -to jak z najgorszego koszmaru . Jak rozbijające się butelki mojego ojca w dzień rocznicy śmierci mojej mamy . Trzask ,trzask znowu znalazłam się w salonie Scarlet . Cieżko dyszałam a po moich policzkach spływały łzy .Wszyscy się na mnie patrzyli . Nie mogłam znieść tej sytuacji i wybiegłam z domu . Za sobą usłyszałam wołanie kilku osob , ale jadno najgłosniejsze -Liama.....
----------------------
Bardzo przepraszam za wszysykie błędy bo wiem, że jest ich mnóstwo .
Oczywiście zachęchęcam was do komentowania ^^
Piszcie szczerze co myślicie . Czekam na komentarze .
 Bardzo ładnie Wam wszystkim dziękuje
za pozostawine . Pozdrawiam wszystkich : ****

9 komentarzy:

  1. boski, nie mogę doczekać się następnego!!!dodaj jak najszybciej!

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział naprawde, ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. szybko dodawaj nowy jestem ciekawa co dalej!! A co do rozdziału to naprawdę fajny :)

    zapraszam do mnie: http://you-can-count-on-me-lila.blogspot.com/2012/03/rozdzia-siodmy.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne:) Bardzo lubię czytać to, co piszesz :) czekam na kolejny rozdział :]

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie, czekam na nastepny:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialnie piszesz, czekam na następny.
    Pojawił się pierwszy rozdział na http://why-dont-they-stay-young.blogspot.com/
    Zapraszamy do komentowania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne opowiadanie . czekam na nn a miedzy czasie zapraszam do mnie http://foreveryoung-szyszaqq.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny rozdział.
    Biedna Mer. ;(
    Czekam na Next.

    OdpowiedzUsuń