-Sarah ?-powiedziłam gwałtownie wchodząc do jej pokoju w szpitalu . Moja przyjaciółka siedziła na łóżku szpitalnym z podkulonymi nogami płacząc .Odrazu się do niej przysiadłam i objełam ją ramieniem .
-Co sie stało ?-zapytałam łagodnie .
-No bo miałam ten wypadek....-dalej nie dokończyła bo wpadła w płacz .Nic nie mówiłam . Czekałam jak sie uspokji przytulając sie do mnie .
-Jak zkończyłam z tobą rozmawić w poniedziałek przez skeypa dostałam sms-a od Jadena . Strasznie się ucieszyłam ... Zaprosił mnie na spacer do parku . Byłam taka szczęśliwa ,że nawet się nie zastanowiłam czemu mnie zaprosił . Nigdy ze mną nie rozmawiał a tu taki słodki sms .Gdy zobaczyłam Jadena odrazu podbiegłam do niego . Wtedy ..-zatrzymała się i wzieła głęboki oddech .
-Wtedy zobaczyłam obok niego Nicole . -powiedziła a ja już chyba zrozumiałam ..Nicole była strasznie wredna . Kiedyś przyjaźniła się z Sahrą . Od zerwania przyjażni ta dziewczyna uprzykszała życie mojej przyjaciółce,ale ona się nią nie przejmowała . Nic nie powiedziłam ,czekałam aż Sarah sie wygada .
-Trzymała kubek z sokiem śliwkowym a przecież wiedziła że mam na nie alergie . Wylała go na mnie . Już czułam jak mnie oczy pieką . Nie dość ,że to mi zrobiła to zaczeła mnie wyzywać z jej przyjaciółeczkami i pluć na mnie . Najgorsze w tym wszystkim było , że obok nich stał Jaden .Nie mogłam tego znieść . Tego upokorzenia , więc jak najszybciej uciekłam stąt . Oczy zaczeły mi łzawić i puchnąć od tego soku .Nic nie widziłam . Nawet nie wiedziła ,że wbiegłam na droge . Potem najpawdopodobniej uderzył wemnie samochód . Nie mam pojęcia jak to dokładnie się stało . Po prostu povzyłam niewyobrażalny bół . Upadłam i zrobiło mi sie ciemno przed oczami ...-powiedziła załamującym się głosem .
-A to dziwka !! Jak ona śmie i jeszcze Jednen! Nie lepszy od niej !Co oni sobie myślą -krzyczałam .
-Nie krzycz . To jest szpital .-powiedziła Sarah .
-No tak . Przepraszam . Nie pozwole im sie do ciebie zbliżyć .-powiedziłam przytulając ją .
-Nie zamieżam sie do nich zbliżać .
-Ale obudziłaś się ze śpiączki ! Tak sie ciesze ! Nawet nie wiesz jak ja sie o ciebie martwiłam . Normalnie jakiejś shizy dostawałam .Dobrze że przyczepili sie do mnie Liam , Jane ,Justin i Colin bo nie dałamby sobie rady .-powiedziłam z uśmiechem .
-No , no coś mnie omineło ! Opowiadaj jak to ci minoł czas w LA -powiedziała usmiechnięta Sarah .Wróciła ! Nigdy długo sie nie przejmowała czymś złym dla niej . Wolała o tym nie mysleć .Gadałyśmy z 2 godz . aż w końcu obie zasnełysmy na szpitalnym łóżku Sahry .
***
Obudziła mnie ciocia wchodząc do pokoju . Leżałam na lóżku przykryta jakimś kocem .Spojrzałam na Sahre -spała sobie smacznie . Na zegarku była 5 rano . Czyli w sumie przespałam tu całą noc .
-Nie chciałam cie budzić wczoraj wieczorem . Tak dawno nie rozmawiałyście i byłyście obie wyczeroane że padłyście -powiedziła jak zawsze uśmiechnięta ciocia Judit .
-Zoztawiłaś mnie tu na noc , a sama sobie smacznie spałaś wtulona w Paula -powiedziłam z udawną urazą .
-Nie gadaj juz tyle . Przed szpitalem czeka Paul . Nie możesz spóźnić sie do szkoły .-powiedziła ciocia otwierając drzwi . Obie wyszłysmy ze szpital i dojechalismy do domu . Tam wziełam szybki prysznic . Przebrałam się w czyste ciuchy i zjadłam jajecznice zrobiną przez Paula . Gdy zkończyłam szybko chwyciłam za torbe i pobiegłam na przystanek oczywiście w świetnym chumorze .Myślałam ,że się spóźnie jednak byłam 10 min przed czasem .Gdy tak czekałam na autobus dostrzegłam zbliżającego sie Liama . Na powitanie ujrzałam jego piekny usmiech ,a ja odpowiedziłam mu tym samym .
-No witam cię mój drogi przyjacielu ! Czyż dzisiaj niemamy pieknego dnia -powiedziłam z wielkim usmiechem na ustach .
-Przepiekny ,ale czym zawdzięczasz taki dobry chumor ?
-Sarah się obudziła i już rozmawiała z nią wczoraj w nocy -powiedziłam rzucając się na niego .On odwajemnił uścisk .
-Widzisz ,mówłem że wszystko będzie dobrze .
-Tak wiemmmm-powiedziłam ziewając .
-Ale za to nie wyspałaś .-powiedził śmiejąc sie .
-Powiem ci jedno szpitalne łóżko nie sprawdza sie tak dobrze jak wygląda .
-A tak wogóle to musimy zrobić ten projekt na historie .
-No tak ! Zupełnie zapomniałam -powiedziłam uderzając się reką w czoło .
-Jeszcze zdążymy zwalić z nóg pana Cartera .Wpadniesz dzisiaj do mnie żeby zrobic ten projekt ?-zapytał chłopak .
-Jasne .-opowiedziłam i akurat podjechał autobus do którego wsiedlśmy . Przed szkołom już czekali na nas pozostali . Odrazu przekazałam im dobre wieści co ich bardzo ucieszyło . Colin zaczoł piszczeć...Poważnie piszczał jak jakaś dziewczyna . Całe towrzystwo stwierdziło ,że idziemy odwiedzić Sahre . Im się nie da zaprzeczyć .
-Więc dzisiaj wybieramy sie do Sahry .-stwierdził Justin .
-Wam nie da się zaprzeczyć ,no nie ?-zapytałam .
-Nieee-odpowiedzieli wszyscy chórem .
-Tak myślałam .-odpowiedziłam .Ruszyliśmy w strone szkoły . Obok na przechodził jakiś chłopak .
-Ej , Colin on sie chyba na nas krzywo patrzy .-powiedził Justin szturchając Colina wzkazując na tamtego chłopaka .
-Koleś on wogóle ma jakiś krzywy ten ryj .-odpowiedził Colin śmiejąc się . Przybili sobie piątke . Na ich nieszczęście ten ,,krzywy ryj '' ich usłyszał . Zaczoł do nas podchodzić .Chłopaki w nie wiarygodnie szybkim tempie zaczeli uciekać . Najwidoczniej mieli juz wparawe .
-Laim .-na równo powiedziłyśmy z Jane .
-No nie znowu ?! -powiedział już biegnąc w tym samym kieruku co przed chwilą znikneli chłopaki .
-Ja pierdole ! Jakie cioty . Nawet ludzi nie umieją obgadywać -powiedziła Jane .
-Naszczęście mają Liama .-powiedziałam śmiejąc się .
-A on ma ciebie .
-Co ??
-No nie mów że tego nie wiedzisz .
-Niby czego .
-No bo jak jeszcze ciebie nie było to nasz misiek nie był w najlepszym chumorze . Wyciągnełaś go z doła dziewczyno .
-Ale ja nic nie zrobiłam .
-Widocznie sama twoja obecność tak na niego działa .
-Widocznie ty za dużo czytasz jakiś romansideł .
-Ja i romansidła ! Błagam cie ...Mer to nie moja bajka .Horrory mrożące krew w żyłach to jest to ! -powiedziła Jane . Potem rozmowa przeniosła się na różnorodne horrory . Głównie to mówiła Jane , a ja rozmyślałam o tym co wcześniej mi powiedziła . Liam był pierwszą osobą jaką tu soptkałam . Nie dał mi sie załamać pirwszego dnia w szkole . Miałam w nim ogromne poparcie . Co najważniejsze -ufałam mu . Był moim przyjacielem . Oczywiście , że mi sie podobał . Te jego zielone oczy..
-Merdith !-krzyczał Jane . Nie wiem jakim sposobem , ale byłeśmy już w szkole i stałyśmy w zatłoczonym korytarzu .
-Meredith ! Czy ty mnie wogóle słuchasz ?!-wrzeszczała Jane .
-Ona chyba sie zawiesiała . To jest podejrzane . Może powinnśmy ..-powiedziła jakaś dziewczyna . Nie dokończyła bo ja się ,,ocknełam ''. Tą dziewczyną była Scarlet . Dziewczyna która zaprosiła mnie na impreze .
-No już jestem !-krzyknełam.
-Bardzo się ciesze , myslałam że się jakoś zawiesiłaś -powiedziła Scarlet .
-Mam tylko jedno pytanie .-powiedziłam .
-No ?-odezwała się Jane .
-Jakim cudem weszłyśmy do szkoły !!-powiedziłam a one zaczeły sie śmiać .
-Czary ..-powiedziła przez śmiech Jane .
-No dobra śpiąca królewno ja ide na angielski . Widzimy się na lanchu .Pa !-powiedziała odchodząc Jane a ja z Scarlet weszłyśmy do klasy .Na lanchu spotaliśmy się wszyscy przy naszym stoliku . Liam ja zwykle ocalił śliczne buźki chłopaków , hehe .Po zkończonych lekcjach całą piątką udaliśmy się do szpitala .Sarah ucieszła się z nowego towarzystwa . Już narzekała ,że jej się tu niewyobrażalnie nudzi . Co jak co ale z moim przyjaciółmi nie da się nudzić . Na początku atmosfera była napieta , ale szybko się rozluźniliśmy . Pierwsze co nam wpadło w ręce to karty . Zdecydowaliśmy , że podzielimy się w pary .
-Hymm..-odezwał sie Liam pocierając brode palcami jagby sie nad czymś zastanawiał .
-Co jest ?-zpytała Jane .
-Intelekt płci żeńskiej nie doruwnuje płci męskiej . Inaczej te piękne niewiasty zgniątły by nas na kwaśne jabłko serr . Proponuje mieszane pary serrr -powiedził Liam z brytyjskim akcentem . My sie tylko wszyscy zaczeliśmy śmiać . Szybko podzieliliśmy sie w pary . Ja z Liamem ,Sarah z Justinem (tak na marginesie to Justinowi chyba wpadła w oko Sarah , ale to tylko moje podejżenia ) a Jane z Colinem . Graliśmy z godz. głównie to gadaliśmy i nie mogliśmy sie opnować od śmiechu . No ,ale to juz szczegół . Potem Colin zaczoł oszukiwać za co oberwał od Jane i gra się zkończyła na udawanym fochu chłopaka . Potem wzieliśmy sobie wózki inawlidzkie . Znaczy porzyczyliśmy i urządziliśmy wyscigi . Sarah sędziowała bo była za słaba jeszcze na takie rzeczy . Nie żle się przy tym ubawiliśmy . Przez nich normalnie bolał mnie brzuch od śmiechu . Po 4 godz spędzonych w szpitalu musieliśliśmy zacząć się zbierać .Gdy wychodziliśmy Sarah porzegnała się z nami wszystkimi i podziękowała mi za zapozanie ją z moją paczką .Po wyjściu ze szpitala pojechałam do domu Liama aby zrobić ten projekt na historie .
-Jest ktoś u ciebie w domu ?-spytałam wchodząc do salonu .
-Nie , rodzice są w parcy a siostra najpawdopodobniej na plaży .
-No to nikt nie będzie nam przeszkadzał -powiedziałam z usmiechem na ustach .
-Dokładnie . Chcesz coś do jedzenia ?-spytał
-Hymm . W sumie to tak ,nie jadłam obiadu .
-No to madumuazel siadaj i patrz jak dziuzeppe robi przepyszne spahethi -powiedził z udawanym akcentem włoskim .
-Po pierwsze ,,madumuazel'' to z francuskiego a nie z włoskiego . Po drugie chyba sobie żartujesz ,że mam siadać i nic nie robić . Robie spagethi z tobą !-powiedziłam.
-A po trzecie ?-spytał .
-Nie ma trzeciego . Bierzemy sie do roboty .-powiedziłam wesoło .
-Ok . Panie przodem -powiedziła wzkazując droge do kuchni . Wyjeliśmy wszystkie potrzebne nam rzeczy i zabralismy się do roboty . Śpiewalismy przy tym jakiś stare przeboje . Nie wiedziłam że przy robieniu spagethi mozna się tak swietnie bawić , hehe . Gdy mieszłam sos Liam rzucił wemnie jakimś małym pomidorem . Odwdzięczyłam mu się wylaniem na niego szklanki wody . Napełnił szklanke i zaczoł mnie ganiać po całym domu . Po 30 min i opdłam na podłoge cała zdyszana .
-Dobra ! Podaje się ! Wygrałeś !-krzyknełam ledwo zipiąc .
-To miło bo ja też już nie wyrabiam .-powiedziła przysiadając się do mnie . Wypił jednego łyka z szklanki z wodą .
-Hahaha -zaczełam się smiać .
-Czym cię tak rozśmieszyłem ?-zapytał zdziwony .
-Latamy po tym domu z pół godziny bo chcesz na mnie to wylać , a teraz poprostu to pijesz .-powiedziałam przez śmiech .
-Hymm..-zamyslił się patrząc na szklaneke .
-Faktycznie . Chcesz łyka ?-zapytał
-No pewnie nigdy mi się tak nie chciało pić .-powiedziłam . Podał mi szklanke ,a ja wypiłam reszte wody .
-Mer ?
-No ?
-Jak tak ,,latamy z pół godz. po domu '' to co z naszym spagethi ?!
-Cholera !!-przeklnełam i oboje zerwaliśmy się z mjejsca .Wbiegliśmy do kuchni . Była cała zapełnina dymem . Naszcęście nic się nie zapliło .
-Otwórz okna !-krzyknełam do Liama a sama podbiegłam d spagethi . Było całe spalone .Nie sądze ,że do czegoś by się nadawał garnek a co dopiero spagethi . Gdy doprowadziliśmy kuchnie do porządku zamówiliśmy pizze . Usiedliśmy w salonie i zaczeliśmy projekt z historii jedząc . Po pewnym czasie chyba zasnełam . Nie to że mi się tam nudziło z Liamem bardzo miło spędzałam czas . Tylko byłam taka wyczerapana bo niespałam prawie w nocy a tu jeszcze urządziłam sobie z Liamem mały maraton po domu , hehe .
-----------------
Bardzo dziękuje za pozytywne komentarze . Nie chce was trzymać dalej w niepewności i już daje nowy rozdził .Piszcie co sądzicie ^^co wam się najbardziej podobało a co nie zabardzo .
wtorek, 13 marca 2012
niedziela, 11 marca 2012
Rozdział 6
Sahre przenieśli do szpitala w LA !!! Rodzice ją przenieśli , gdyż w tym szpitalu pracuje jakiś lekarz , który całkowicie pokryje leczenie mojej przyjaciółki .Nie mam pojęcia czemu . Nie zastanawiam się nad tym . Ważne , że rozpocznie od dzisiaj rozpocznie sie nowe leczenie Sahry , które może dać jakieś pozytywne skutki . W tamtym szpitalu juz nic niemogli dla niej zrobić . Moge teraz codziennie do niej przychodzić .
***
-Jak sie czujesz ?-spytał z troską Liam gdy wychodziłam z szkolnego autobusu .
-Już lepiej . Dziękuje za wczoraj .-powiedziałam nieprzekonując go .
-A co z Sahrą ?
-Przenieśli ją do tutejszego szpital .A tak wogóle skąd znasz imie Sahry ??
-Branzoletka , nosisz ją codzinnie -powiedział wzkazując na mój nadgarstek .
-Założe sie że ,,Wieczne przyjaciółki '' to właśnie wy -powiedział dokańczając .
-Tak , dała mi ją przed samym wyjazdem -powiedziałam ze smutkiem .
-A tak na poprawe chumoru .Idziesz dzisiaj po lekcjach z nami do kina ?-zapytał
-Chciałabym , ale ide do Sahry ..
-To może najpierw wpadniemy do szpitala a póżniej do kina .
-No nie wiem ..
-Musisz troche wyluzować bo końcu dla ciebie to sie żle zkończy .
-No dobra , ale w szpitalu macie sie zachowywać .-powiedziałam a on sie uśmiechnoł .Wszystkie lekcje przebiegły normalnie , no oprócz teogo że na angielskim Justina z Colinem wygłupiali sie i jakims dziwnym sposobem podpalili kartke .. Ale chyba to tutaj norma . No i z rana już zaliczyli wizyte u derektora ,hehe . A jaką mine miała babka od angielskiego kiedy ten zeszyt zaczoł sie palić hahaha . Przynajmiej cos odciągneło moją mysl od Sahry ..... Póżniej była geografia na którą z nikim niechodziłam z mojej paczki . Więc niemiałam z kim pogadać a niemogłam skupić sie na lekcji . Zostałao mi tylko myslenie o Sahrze . Zamyślaenia wyrwała mnie lecąca karteczka w strone mojej ławki .Na środku mojego zeszytu leżała zwinięta karteczka .Obejrzałam się po całej klasie . W moją strone spoglądał uśmiechnięty Matthew . Niewiedziałam , że on chodzi ze mną do szkoły ..Rozwinełam karteczke i zobaczyłam pismo Matthewa ,, Coś , się stało że cie w szkole wczoraj niebyło ? Czemu jesteś taka smutna ślicznotko ?'' Wziełam długopis do ręki i pod wiadomoscią chłopka odpisałam ,,Za dużo by opowiadać ..'' i żuciłam kartke w jego strone . Wzioł ją do ręki i przeczytał . Napisała coś i rzucił w moją strone . Rozłozyłam kartke i zaobaczyłam ,,Opowiesz mi po lekcjach ?'' . Niechciało mi sie jemu odpisywać a tym bardziej tego wszystkiego opowiadać .. Niebyłam za bardzo w chumorze . No ale w końcu musiałam coś napisać,,nie chce o tym mówić , ale dzięki że pytasz'' napisałam i odrzuciłam karteczke do niego. Preczytał i odrocił sie w moją strone - chciał coś powiedzieć ale nauczyciel mu przerwał i wywołał do odpowiedzi .Gdy zadzwonił dzwonek na lekcje zaczełam sie pakować . Podszedł do mnie Matthew .
-Naprawde coś , sie sało ?-spytała chłopak .
-Nie na niby .-powiedziałam oschle . Miałam zły chumor a on sie mnie pyta czy,, naprawde coś sie stało''. Wkurzył mnie strasznie .
-Ej , sory . Niechciałem nic złego powiedzieć . Co sie stało ?-powiedział kładząc ręke na moim ramieniu .
-Nieważne ..To ja przepraszam żle sie zachowałam .-żal mi sie go zrobiło . Po prostu sie na nim wyładowałam . To nie jego wina .
-Jak coś to jestem do usług .
-Dzięki . Ide na stołóweke idziesz ze mną ?-zapytałam
-Nie , musze jeszcze cos dopytać nauczyciela . Może innym razem .
-Ok , spotkamy sie póżniej .-po tych słowach wyszłam z klasy i szłam na stołówkę . Weszłam na sale i rezejrzałam się . Przy jednym stoliku siedziła już cała moja paczka . Przysiadłam się do nich.
-Cześć-powoedziłam do wszystkich , a oni mi odpowiedzieli .
-I jaki wyrok za płonący zeszyt ?-spytałam Colina i Justina .
-Po pierwsze on całkiem nie płonoł , tylko lekko sie fajczył . Po drugie szybko zaaregowaliśmy ,a po terzecie ..-mówił Colin.
-Po prostu dostaliśmy po uwadze niepomijając gadki z derektorem .-przerwała chłopakowi Justin .
-Strasznie przynudzał -powiedził Colin .
-A zmieniając temat . Na co idziemy dzisiaj do kina ?-spytała Jane .
-Wyszedł niedawno jakiś horror . Podobno całkiem niezły . -powiedził Liam .
-No to musimy koniecznie iść -powiedział Colin .
-A niebędziesz srał po gaciach na mocniejszych scenach -spytała drwiąco Jane .
-Już sie o to nie bój. -powiedził szczerząc się .
-No dobra , czyli po tej lekcji jedziemy na to coś co powali Colina ? -spytał Justin .
-No niezupełnie . Naipierw wstąpimy do szpitala .-powiedził Liam .
-Po co ??-spytał Colin .
-Bo to jedyny sposób dzięki któremu Mer jedzie z nami -wytłumaczył Liam . Wtedy wszyscy spojrzeli sie na mnie . Odrazu pośpieszyłam z wyjaśnieniami .
-Moja przyjaciołka leży w szpitalu . Chciałam ją dzisiaj odwiedzić , a potem Liam uswiadomił że idziemy dzisiaj do kina . Więc trerzeba było to jakoś pogodzić -powiedziłam wzruszając ramionami .
-To dlatego cie wczoraj nie było ?-zapytała Jane .
-Taaa , miałam trudny dzień -powiedziłam smutno .
-No i dla tego idziemy do kina -powiedziła Justin z uśmiechem .Potem zadzwonił dzwonek i razem z Liamem poszłam na historie . Robimy jakiś durny projekt i szczęśliwym trafem nauczyciel wyznaczył mi Liama . Po historii spotkalismy się wszyscy przed szkołą . Najpierw podjechaliśmy do sklepu spożywczego po ulubione chrupki czekoladowe Sahry . Jak sie obudzi bo NAPEWNO SIE OBUDZI to nie obejdzie sie bez swoich ulubionychł chrupek . Je je nałogowo .Potem wsąpiliśmy do szpitala . Czekali na mnie przed pokojem ,a ja weszłam do sali . Położyłam chrupki na szwce nocnej . Usiadłam obok na krześle i wziełam ją za ręke .Była taka nieruchoma . Co było do niej niepodobne . Zawsze gadała za dwóch , ale też umiała mnie wysłuchać . Teraz leży na łóżku bez ruchu .
-Tak sie zastanawiam ... Jakim ty dziwnym trafem nie zobaczyłaś tego samochodu . Jak on mógł nie zauważyć ciebie . Jak do tego wogóle doszło ... ale i tak wszystko sie ułoży . Będe się tobą opiekować . -powiedziłam i wyszłam przygnełbina z sali . Strasznie chciało mi sie płakać .
-No to idziemy posikać sie ze strachu! ...-powiedziła z entuzjazmem Colin a potem ucichł bo zobaczył że mi do śmiechu wcale nie jest .
-Przepraszm , że naciągnołem cie na to kino . Chyba to nie jest za najlepszy pomysł ..-powiedziła Liam .
-Nie, dobrze mi to zrobi -powiedziłam .
-Wcale nie musisz . Jesteśmy strasznie samolubni -powiedził Justin .
-Zawsze możesz na nas liczyć -powiedziła Jane przytulając mnie .
-One sie ściskają !-powiedził Colin .
-Trzeba skorzystać z okazji !!-powiedził Justin .
-Panowie grupowy uścisk . -powiedził Liam i wszyscy troje sie na nas rzucili .
-Colin cioto ! Wbijasz mi sie w biodro !-powiedziła Jane i wszyscy zaczeli się śmiać . Potem wyszliśmy ze szpitala i pojechaliśmy do kina . Kupilśmy bilety i zajeliśmy swoje mjejsca . Film była całkiem niezły . Oczywiscie nieobeszło sie bez komentarzy Colina , aż w końcu napwdopodobniej Jane rzuciła w niego czymś i sie zamknoł .Po seansie weszliśmy do budki na zdjęcia normalnie jak z jakiegoś filmu i porobiliśmy sobie zdjęcia . Każdy wzioł sobie po jednej kopi. Dobrze się bawiłam z tymi wariatami .Myśle ,że zyskałam prawdziwych przyjaciół .
Do domu wróciłam około 20 a tam czekały na mnie dobre wieści .
-Meredith !Choć tu szybko !-krzyczała uradowana ciocia . Zdjełam buty i weszłam do salonu .
-Co sie stało ?
-Sarah sie wybudziła !!
-Nie wierze !! Naprawde !! O boże , jak ja sie się ciesze !-krzyczałam podskakując .
-Właśnie dzwonili jej rodzice . Nowe leczenie naprawde coś dało .-powiedziła ciocia .
-Wiedziłam , że wszystko sie naprawi .-powiedziłam i podbiegłam do cioci przytulając i całując w czoło . Po nowinach cioci pobiegłam do swojego pokoju i przyczepiłam zdjęcie z moimi przyjaciółmi na tablicy . Potem chwyciłam za komórke i zadzwoniłam do Sahry .Odebrała po pierwszym sygnale .
-Mer ?
-Sarah ? Jak ja sie ciesze że sie obudziłaś . Teraz ciocia rzczej mnie nie póści do ciebie , ale jutro po lekcjach do ciebie napewno przyjde . Jak dobrze słyszeć twój głos -powiedziłam .
-Meredith ,musze z tobą natychmiast pogadać -powiedziała przez płacz .
-Co ? Co sie stało ? Przcież już jest wszystko dobrze..
-Błagam cie .
-Już jade .
--------
No i mam 6 rozdział :D . Jakoś ciężko mi szło dzisiaj z pisaniem ale w końcu sie udało .
Piszcie co sądzicie . Pozdrawiam : **
***
-Jak sie czujesz ?-spytał z troską Liam gdy wychodziłam z szkolnego autobusu .
-Już lepiej . Dziękuje za wczoraj .-powiedziałam nieprzekonując go .
-A co z Sahrą ?
-Przenieśli ją do tutejszego szpital .A tak wogóle skąd znasz imie Sahry ??
-Branzoletka , nosisz ją codzinnie -powiedział wzkazując na mój nadgarstek .
-Założe sie że ,,Wieczne przyjaciółki '' to właśnie wy -powiedział dokańczając .
-Tak , dała mi ją przed samym wyjazdem -powiedziałam ze smutkiem .
-A tak na poprawe chumoru .Idziesz dzisiaj po lekcjach z nami do kina ?-zapytał
-Chciałabym , ale ide do Sahry ..
-To może najpierw wpadniemy do szpitala a póżniej do kina .
-No nie wiem ..
-Musisz troche wyluzować bo końcu dla ciebie to sie żle zkończy .
-No dobra , ale w szpitalu macie sie zachowywać .-powiedziałam a on sie uśmiechnoł .Wszystkie lekcje przebiegły normalnie , no oprócz teogo że na angielskim Justina z Colinem wygłupiali sie i jakims dziwnym sposobem podpalili kartke .. Ale chyba to tutaj norma . No i z rana już zaliczyli wizyte u derektora ,hehe . A jaką mine miała babka od angielskiego kiedy ten zeszyt zaczoł sie palić hahaha . Przynajmiej cos odciągneło moją mysl od Sahry ..... Póżniej była geografia na którą z nikim niechodziłam z mojej paczki . Więc niemiałam z kim pogadać a niemogłam skupić sie na lekcji . Zostałao mi tylko myslenie o Sahrze . Zamyślaenia wyrwała mnie lecąca karteczka w strone mojej ławki .Na środku mojego zeszytu leżała zwinięta karteczka .Obejrzałam się po całej klasie . W moją strone spoglądał uśmiechnięty Matthew . Niewiedziałam , że on chodzi ze mną do szkoły ..Rozwinełam karteczke i zobaczyłam pismo Matthewa ,, Coś , się stało że cie w szkole wczoraj niebyło ? Czemu jesteś taka smutna ślicznotko ?'' Wziełam długopis do ręki i pod wiadomoscią chłopka odpisałam ,,Za dużo by opowiadać ..'' i żuciłam kartke w jego strone . Wzioł ją do ręki i przeczytał . Napisała coś i rzucił w moją strone . Rozłozyłam kartke i zaobaczyłam ,,Opowiesz mi po lekcjach ?'' . Niechciało mi sie jemu odpisywać a tym bardziej tego wszystkiego opowiadać .. Niebyłam za bardzo w chumorze . No ale w końcu musiałam coś napisać,,nie chce o tym mówić , ale dzięki że pytasz'' napisałam i odrzuciłam karteczke do niego. Preczytał i odrocił sie w moją strone - chciał coś powiedzieć ale nauczyciel mu przerwał i wywołał do odpowiedzi .Gdy zadzwonił dzwonek na lekcje zaczełam sie pakować . Podszedł do mnie Matthew .
-Naprawde coś , sie sało ?-spytała chłopak .
-Nie na niby .-powiedziałam oschle . Miałam zły chumor a on sie mnie pyta czy,, naprawde coś sie stało''. Wkurzył mnie strasznie .
-Ej , sory . Niechciałem nic złego powiedzieć . Co sie stało ?-powiedział kładząc ręke na moim ramieniu .
-Nieważne ..To ja przepraszam żle sie zachowałam .-żal mi sie go zrobiło . Po prostu sie na nim wyładowałam . To nie jego wina .
-Jak coś to jestem do usług .
-Dzięki . Ide na stołóweke idziesz ze mną ?-zapytałam
-Nie , musze jeszcze cos dopytać nauczyciela . Może innym razem .
-Ok , spotkamy sie póżniej .-po tych słowach wyszłam z klasy i szłam na stołówkę . Weszłam na sale i rezejrzałam się . Przy jednym stoliku siedziła już cała moja paczka . Przysiadłam się do nich.
-Cześć-powoedziłam do wszystkich , a oni mi odpowiedzieli .
-I jaki wyrok za płonący zeszyt ?-spytałam Colina i Justina .
-Po pierwsze on całkiem nie płonoł , tylko lekko sie fajczył . Po drugie szybko zaaregowaliśmy ,a po terzecie ..-mówił Colin.
-Po prostu dostaliśmy po uwadze niepomijając gadki z derektorem .-przerwała chłopakowi Justin .
-Strasznie przynudzał -powiedził Colin .
-A zmieniając temat . Na co idziemy dzisiaj do kina ?-spytała Jane .
-Wyszedł niedawno jakiś horror . Podobno całkiem niezły . -powiedził Liam .
-No to musimy koniecznie iść -powiedział Colin .
-A niebędziesz srał po gaciach na mocniejszych scenach -spytała drwiąco Jane .
-Już sie o to nie bój. -powiedził szczerząc się .
-No dobra , czyli po tej lekcji jedziemy na to coś co powali Colina ? -spytał Justin .
-No niezupełnie . Naipierw wstąpimy do szpitala .-powiedził Liam .
-Po co ??-spytał Colin .
-Bo to jedyny sposób dzięki któremu Mer jedzie z nami -wytłumaczył Liam . Wtedy wszyscy spojrzeli sie na mnie . Odrazu pośpieszyłam z wyjaśnieniami .
-Moja przyjaciołka leży w szpitalu . Chciałam ją dzisiaj odwiedzić , a potem Liam uswiadomił że idziemy dzisiaj do kina . Więc trerzeba było to jakoś pogodzić -powiedziłam wzruszając ramionami .
-To dlatego cie wczoraj nie było ?-zapytała Jane .
-Taaa , miałam trudny dzień -powiedziłam smutno .
-No i dla tego idziemy do kina -powiedziła Justin z uśmiechem .Potem zadzwonił dzwonek i razem z Liamem poszłam na historie . Robimy jakiś durny projekt i szczęśliwym trafem nauczyciel wyznaczył mi Liama . Po historii spotkalismy się wszyscy przed szkołą . Najpierw podjechaliśmy do sklepu spożywczego po ulubione chrupki czekoladowe Sahry . Jak sie obudzi bo NAPEWNO SIE OBUDZI to nie obejdzie sie bez swoich ulubionychł chrupek . Je je nałogowo .Potem wsąpiliśmy do szpitala . Czekali na mnie przed pokojem ,a ja weszłam do sali . Położyłam chrupki na szwce nocnej . Usiadłam obok na krześle i wziełam ją za ręke .Była taka nieruchoma . Co było do niej niepodobne . Zawsze gadała za dwóch , ale też umiała mnie wysłuchać . Teraz leży na łóżku bez ruchu .
-Tak sie zastanawiam ... Jakim ty dziwnym trafem nie zobaczyłaś tego samochodu . Jak on mógł nie zauważyć ciebie . Jak do tego wogóle doszło ... ale i tak wszystko sie ułoży . Będe się tobą opiekować . -powiedziłam i wyszłam przygnełbina z sali . Strasznie chciało mi sie płakać .
-No to idziemy posikać sie ze strachu! ...-powiedziła z entuzjazmem Colin a potem ucichł bo zobaczył że mi do śmiechu wcale nie jest .
-Przepraszm , że naciągnołem cie na to kino . Chyba to nie jest za najlepszy pomysł ..-powiedziła Liam .
-Nie, dobrze mi to zrobi -powiedziłam .
-Wcale nie musisz . Jesteśmy strasznie samolubni -powiedził Justin .
-Zawsze możesz na nas liczyć -powiedziła Jane przytulając mnie .
-One sie ściskają !-powiedził Colin .
-Trzeba skorzystać z okazji !!-powiedził Justin .
-Panowie grupowy uścisk . -powiedził Liam i wszyscy troje sie na nas rzucili .
-Colin cioto ! Wbijasz mi sie w biodro !-powiedziła Jane i wszyscy zaczeli się śmiać . Potem wyszliśmy ze szpitala i pojechaliśmy do kina . Kupilśmy bilety i zajeliśmy swoje mjejsca . Film była całkiem niezły . Oczywiscie nieobeszło sie bez komentarzy Colina , aż w końcu napwdopodobniej Jane rzuciła w niego czymś i sie zamknoł .Po seansie weszliśmy do budki na zdjęcia normalnie jak z jakiegoś filmu i porobiliśmy sobie zdjęcia . Każdy wzioł sobie po jednej kopi. Dobrze się bawiłam z tymi wariatami .Myśle ,że zyskałam prawdziwych przyjaciół .
Do domu wróciłam około 20 a tam czekały na mnie dobre wieści .
-Meredith !Choć tu szybko !-krzyczała uradowana ciocia . Zdjełam buty i weszłam do salonu .
-Co sie stało ?
-Sarah sie wybudziła !!
-Nie wierze !! Naprawde !! O boże , jak ja sie się ciesze !-krzyczałam podskakując .
-Właśnie dzwonili jej rodzice . Nowe leczenie naprawde coś dało .-powiedziła ciocia .
-Wiedziłam , że wszystko sie naprawi .-powiedziłam i podbiegłam do cioci przytulając i całując w czoło . Po nowinach cioci pobiegłam do swojego pokoju i przyczepiłam zdjęcie z moimi przyjaciółmi na tablicy . Potem chwyciłam za komórke i zadzwoniłam do Sahry .Odebrała po pierwszym sygnale .
-Mer ?
-Sarah ? Jak ja sie ciesze że sie obudziłaś . Teraz ciocia rzczej mnie nie póści do ciebie , ale jutro po lekcjach do ciebie napewno przyjde . Jak dobrze słyszeć twój głos -powiedziłam .
-Meredith ,musze z tobą natychmiast pogadać -powiedziała przez płacz .
-Co ? Co sie stało ? Przcież już jest wszystko dobrze..
-Błagam cie .
-Już jade .
--------
No i mam 6 rozdział :D . Jakoś ciężko mi szło dzisiaj z pisaniem ale w końcu sie udało .
Piszcie co sądzicie . Pozdrawiam : **
piątek, 9 marca 2012
Rozdział 5
-Chodzi o twoją przyjaciółkę ..-powiedziła cico ciocia.Zamknełam oczy i wstrzymałm oddech . Prosze tylko nie Sarah ! Tylko nie ona ! Błagam !
-Wyszła na spacer , gdy przehodziła przez ulice potrącił ją samochód . Wezwali karetke i jest juz w szpitalu . Straciła dużo krwi i przy upadku uderzyła gową w asfal . Jest w śpiączce . Są bardzo małe sznase ,że wyjdzie z tego .-powiedziała ciocia płacząc . Była bardzo wrażliwa ..
-Nie ..-ledwo wyszeptałm . To niemogło się zdażyć ..
-Tak mi przykro Meredith -powiedziła płacząc ciocia .
-Nieprawda !! Kłamiesz ! To niemogło się stać ! -wybuchłam .
-Meredich ... -zaczoł Paul ,ale ja mu przerwałam . Już niemówiłam do nich . Po prostu wylewałam potoki słów z siebie .
-Wszyscy kłamiecie !! Rozmawiałam z nią jakies 2 godz. temu . Nic jej nie jest !! Jak zwykle wzdychała do Jedena . Gadałyśmy o jakiś głupotach ! Nic jej niejest . Pewnie siedzi sobie teraz w domu i je te obrzydliwe czekoladowe chrupki z roczynkami wyjadajac samą czekolade . Zachowuje się normalnie ! Bo nic jej niejest !! Wcale nieporącił jej ten cholerny samochód !!! Kłamiecie !-krzyknełam na nich i pobiegłam do swojego pokoju .Rzuciłam się na łóżko i chciałam się wyładować płacząc . Ale nieumiałam , poprostu nieumiałam . Byłam strasznie wściekła na ten cholerny świat ! Przeklinałam i darłam się przez jakąś godz. a potem zasnełam ...
Obudziła mnie ciocia wchodząc do mojego pokoju . Usiadłam na łużku i spojrzałam na zegarek . Było po 9 . Już dawno spóżniłam się do szkoły . Ciocia Judit usiadła obok mnie i wzieła mnie za ręke .
-Jak się czujesz kochanie ?-zapytała cicho .
-Nie zadobrze -powiedziałam niepatrząc jej w oczy .
-Paul wzioł dzisiaj wolne . Nie pójdziesz dzisiaj do szkoły . Pojedziemy na lotnisko i polecimy no Phoenix , owiedzić Sahrę . Co ty na to ?-spytała ciocia .
-Dobrze .-powiedziałam cicho .
-Za godzine musimy wyjechać , szykuj się i zejdź na dół na śniadanie . -powiedziała ciocia i wyszła .Godzinę póżniej wyszliśmy z domu . Około 14 bylismy już w szpitalu .Podeszliśmy do recepcji.
-Przepraszm . Gdzie leży Sarah Bradely ?-zapytała ciocia jakąś kobiete z recepcji. Recepcjonistka wpisała coś do komputera a potem oznajmiła.
-Trzecie piętro pokój 336 .
-Dziękuje -powiedziała ciocia .Poszliśmy do windy . Wjechaliśmy na 3 piętro . Szliśmy w kierunku pokoju 336 . Przed pokojem siedział tata Sahry i jej starszy brat . Widziałam że w pokoju siedzi obok niej mama .
-Bardzo nam przykro ..-powiedziła ciocia do pana Bradleya .
-Jak z nią ?-spytała ciocia .
-Jest lepiej niż wczoraj . Niewybudziła się ze śpiączki ,ale lekarze mówią że jest szansa .
-To dobrze . Miejmy nadzieje , że wszystko sie dobrze zkończy -powiedziała ciocia Judit .
-Czy mogę do niej wejść -zapytałam tate Sahry .
-Myśle ,że tak .-powiedział . Weszłam do sali . Na łóżku leżała Sarah a obok niej siedziła jej mama . Gdy ją zobaczyłam poczułam wielką gule w gardle ,której niemogłam przęknąć .Miała poopieraną twarz i szwy nad prawym okiem . Popodłączali do niej różne kable .Obok łóżka stały różne sprzęty . W sali było bardzo cicho . Słychać było tylko pikanie aparatury .
-Dzieńdobry-powiedziałam smutno do mamy Sahry .Kobieta odwróciła sie do mnie . Oczy miała napuchniete od płaczu .
-O Meredith . Przyleciałaś z Los Angeles ?-zapytała cicho .
-Tak , mogę obok niej usiąść ?
-Oczwiście , zostawie was same .-powiedział wychodząc .Usiadłam obok przyjaciółki na krześle . Przusunełam sie i ujełam ją delikatnie za ręke . Znów ta góla w gardle . Na jej dłoni zobaczyłam branzaletke taką samą jak moją . Z tym samym cytatem tylko jej była z małymi różyczkami a nie z liljami .
-Wyjdziesz z tego ..-powiedziłam załamujacym sie głosem .
-Nie ma innej opcji . Jesteś silna . Dasz rade . Zanim zdąże się obejrzeć znów będziesz paplała bez powodu . Narzekała na nieukładające sie włosy . Mamrotała że życie jest niesprawiedliwe . Znów bedziesz zawracała mi głowe tematami że Jaden jest strasznie słodki . Jak zwykle zadzwonisz o 3 nad ranem bo miałaś jakis koszmar . Wparujesz mi do domu i wyjesz wszystkie słodycze . Pocieszysz mnie jak będe miała zły dzień . Bo wyzdrowiejesz ..Obiecuje ci to -powiedziałam z szklanymi oczmi .Pocałowałm przyjaciółke w czoło i nadal trzymając ją za ręke usnełam .
Obudziłam się przykryta jakimś kocem . Pewnie jak ciocia wchodziła przykryła mnie . Spojrzałam na przyjaciołkę . Nadal leżała w tej samej pozycji co wcześniej . Wtedy weszła cocia .
-Musimy już jechać bo nam samolat ucieknie -powiedziała ciocia .
-Już ide -opowiedziałam .
-Jescze cie odwiedze -powiedziałam do Sahry i scisnełam jej mocniej dłoń a potem póściłam . Wyszłam z sali i pożegnaliśmy się z rodziną Sahry . Jak wychodziliśmy co dziwne zauważyłam Jenden kierującego się do sali Sahry . Nic niemogłam do niego podejść bo już spieszyliśmy się na samolot . Gdy byliśmy juz w domu . Poszłam do pokoju i wziełam zdjęcie oprawione w ramke , które stało na moim biurku . Na zdjęciu byłam ja i Sarah objete siedziałyśmy na trawie . Nie mogłam już tu siedzieć ! Szybko zbegłam po schodach i załozyłam buty .
-Wychodze !! -krzyknełam nie czekając na odpowiedź i wybiegłam z domu . Niemogłam juz wytrzymać w zamknietym pomieszczeniu . Potrzebowałam świeżego powietrza .Szłam chodnikiem aż w końcu zobaczyłam morze . Nie wiedziałam ,że tak blisko niego mieszkam . Weszłam na plaże . Zdjełam trampki i poczułam piasek między palcami . Usiadłam na ziemi i podciągnełam nogi pod brode . Zaczełam mysleć o Sahrze patrząc się na falującą się wode .
****Liam ****
Stałem pod domem Meredith . Podeszłem do drzwi i zadzwoniłem .Otworzył mi pan Jonson .
-Dobrywieczur .Jestem Liam Horan kolega Meredith ze szkoły . Czy jest Meredith ?-zapytałem z nadzieją .
-Nie, wyszła jakieś 30 min temu .Myśle że potrzebuje troche samotności . .-powiedziła mężczyzna .
-Co sie stało ?
-Mysle że to sa osobiste sprawy . -powiedził pan Jonson .
-No tak .. Przepraszam za nachalość . Dowidzenia .-powiedzałem i poszedłem w strone domu .Co sie dzieje ? Nie było jej dzisiaj w szkole , a jak do niej dzwoniłem to nieodbiera. Szłem obok plaży i ją zobaczyłem .
****Meredith****
Czemu ludziom obok mnie zawsze dzieje się coś złego ? To niesprawiedliwe . Jak ci ludzie jeżdżą po tych drogach !! Jak ktoś wogóle mógł jej nie zauważyć i przejechać . Co jak nie wyzdrowieje ??! Jeśli zostawi mnie ! Nie ona nie może tego mi zrobić ! Po chwili usiadł obok mnie Liam . Skąd on sie tu wziął ?!
-Hej , wszystko w parządku ?-zapytał Liam . Po tych słowach jagby coś we mnie pękło .Schowałam twarz w dłoniach i zaczełam płakać . Nie płakałam od 6 lat !!! Naprawde musiałam to mocno przeżywać .
-Ej , co się stało ?-powiedziła zasmucony obejmując mnie . Oparłam się o jego ramie i schowałm twarz w jego klatce piersiowej .
-Moja najlepsza przyjaciółka jest w szpitalu . Miała wypadek i ma małe sznase ...-i już niedokonczyłam bo znowu wpadłam w płacz .
-Będzie dobrze , obiecuje ci to -powiedział patrząc mi w oczy a ja się rozpłakałam .
---------
Przepraszam że tak długo nie dodawałam , ale teraz mam mnóstwo nauki .
Miłego czytania :D
-Wyszła na spacer , gdy przehodziła przez ulice potrącił ją samochód . Wezwali karetke i jest juz w szpitalu . Straciła dużo krwi i przy upadku uderzyła gową w asfal . Jest w śpiączce . Są bardzo małe sznase ,że wyjdzie z tego .-powiedziała ciocia płacząc . Była bardzo wrażliwa ..
-Nie ..-ledwo wyszeptałm . To niemogło się zdażyć ..
-Tak mi przykro Meredith -powiedziła płacząc ciocia .
-Nieprawda !! Kłamiesz ! To niemogło się stać ! -wybuchłam .
-Meredich ... -zaczoł Paul ,ale ja mu przerwałam . Już niemówiłam do nich . Po prostu wylewałam potoki słów z siebie .
-Wszyscy kłamiecie !! Rozmawiałam z nią jakies 2 godz. temu . Nic jej nie jest !! Jak zwykle wzdychała do Jedena . Gadałyśmy o jakiś głupotach ! Nic jej niejest . Pewnie siedzi sobie teraz w domu i je te obrzydliwe czekoladowe chrupki z roczynkami wyjadajac samą czekolade . Zachowuje się normalnie ! Bo nic jej niejest !! Wcale nieporącił jej ten cholerny samochód !!! Kłamiecie !-krzyknełam na nich i pobiegłam do swojego pokoju .Rzuciłam się na łóżko i chciałam się wyładować płacząc . Ale nieumiałam , poprostu nieumiałam . Byłam strasznie wściekła na ten cholerny świat ! Przeklinałam i darłam się przez jakąś godz. a potem zasnełam ...
Obudziła mnie ciocia wchodząc do mojego pokoju . Usiadłam na łużku i spojrzałam na zegarek . Było po 9 . Już dawno spóżniłam się do szkoły . Ciocia Judit usiadła obok mnie i wzieła mnie za ręke .
-Jak się czujesz kochanie ?-zapytała cicho .
-Nie zadobrze -powiedziałam niepatrząc jej w oczy .
-Paul wzioł dzisiaj wolne . Nie pójdziesz dzisiaj do szkoły . Pojedziemy na lotnisko i polecimy no Phoenix , owiedzić Sahrę . Co ty na to ?-spytała ciocia .
-Dobrze .-powiedziałam cicho .
-Za godzine musimy wyjechać , szykuj się i zejdź na dół na śniadanie . -powiedziała ciocia i wyszła .Godzinę póżniej wyszliśmy z domu . Około 14 bylismy już w szpitalu .Podeszliśmy do recepcji.
-Przepraszm . Gdzie leży Sarah Bradely ?-zapytała ciocia jakąś kobiete z recepcji. Recepcjonistka wpisała coś do komputera a potem oznajmiła.
-Trzecie piętro pokój 336 .
-Dziękuje -powiedziała ciocia .Poszliśmy do windy . Wjechaliśmy na 3 piętro . Szliśmy w kierunku pokoju 336 . Przed pokojem siedział tata Sahry i jej starszy brat . Widziałam że w pokoju siedzi obok niej mama .
-Bardzo nam przykro ..-powiedziła ciocia do pana Bradleya .
-Jak z nią ?-spytała ciocia .
-Jest lepiej niż wczoraj . Niewybudziła się ze śpiączki ,ale lekarze mówią że jest szansa .
-To dobrze . Miejmy nadzieje , że wszystko sie dobrze zkończy -powiedziała ciocia Judit .
-Czy mogę do niej wejść -zapytałam tate Sahry .
-Myśle ,że tak .-powiedział . Weszłam do sali . Na łóżku leżała Sarah a obok niej siedziła jej mama . Gdy ją zobaczyłam poczułam wielką gule w gardle ,której niemogłam przęknąć .Miała poopieraną twarz i szwy nad prawym okiem . Popodłączali do niej różne kable .Obok łóżka stały różne sprzęty . W sali było bardzo cicho . Słychać było tylko pikanie aparatury .
-Dzieńdobry-powiedziałam smutno do mamy Sahry .Kobieta odwróciła sie do mnie . Oczy miała napuchniete od płaczu .
-O Meredith . Przyleciałaś z Los Angeles ?-zapytała cicho .
-Tak , mogę obok niej usiąść ?
-Oczwiście , zostawie was same .-powiedział wychodząc .Usiadłam obok przyjaciółki na krześle . Przusunełam sie i ujełam ją delikatnie za ręke . Znów ta góla w gardle . Na jej dłoni zobaczyłam branzaletke taką samą jak moją . Z tym samym cytatem tylko jej była z małymi różyczkami a nie z liljami .
-Wyjdziesz z tego ..-powiedziłam załamujacym sie głosem .
-Nie ma innej opcji . Jesteś silna . Dasz rade . Zanim zdąże się obejrzeć znów będziesz paplała bez powodu . Narzekała na nieukładające sie włosy . Mamrotała że życie jest niesprawiedliwe . Znów bedziesz zawracała mi głowe tematami że Jaden jest strasznie słodki . Jak zwykle zadzwonisz o 3 nad ranem bo miałaś jakis koszmar . Wparujesz mi do domu i wyjesz wszystkie słodycze . Pocieszysz mnie jak będe miała zły dzień . Bo wyzdrowiejesz ..Obiecuje ci to -powiedziałam z szklanymi oczmi .Pocałowałm przyjaciółke w czoło i nadal trzymając ją za ręke usnełam .
Obudziłam się przykryta jakimś kocem . Pewnie jak ciocia wchodziła przykryła mnie . Spojrzałam na przyjaciołkę . Nadal leżała w tej samej pozycji co wcześniej . Wtedy weszła cocia .
-Musimy już jechać bo nam samolat ucieknie -powiedziała ciocia .
-Już ide -opowiedziałam .
-Jescze cie odwiedze -powiedziałam do Sahry i scisnełam jej mocniej dłoń a potem póściłam . Wyszłam z sali i pożegnaliśmy się z rodziną Sahry . Jak wychodziliśmy co dziwne zauważyłam Jenden kierującego się do sali Sahry . Nic niemogłam do niego podejść bo już spieszyliśmy się na samolot . Gdy byliśmy juz w domu . Poszłam do pokoju i wziełam zdjęcie oprawione w ramke , które stało na moim biurku . Na zdjęciu byłam ja i Sarah objete siedziałyśmy na trawie . Nie mogłam już tu siedzieć ! Szybko zbegłam po schodach i załozyłam buty .
-Wychodze !! -krzyknełam nie czekając na odpowiedź i wybiegłam z domu . Niemogłam juz wytrzymać w zamknietym pomieszczeniu . Potrzebowałam świeżego powietrza .Szłam chodnikiem aż w końcu zobaczyłam morze . Nie wiedziałam ,że tak blisko niego mieszkam . Weszłam na plaże . Zdjełam trampki i poczułam piasek między palcami . Usiadłam na ziemi i podciągnełam nogi pod brode . Zaczełam mysleć o Sahrze patrząc się na falującą się wode .
****Liam ****
Stałem pod domem Meredith . Podeszłem do drzwi i zadzwoniłem .Otworzył mi pan Jonson .
-Dobrywieczur .Jestem Liam Horan kolega Meredith ze szkoły . Czy jest Meredith ?-zapytałem z nadzieją .
-Nie, wyszła jakieś 30 min temu .Myśle że potrzebuje troche samotności . .-powiedziła mężczyzna .
-Co sie stało ?
-Mysle że to sa osobiste sprawy . -powiedził pan Jonson .
-No tak .. Przepraszam za nachalość . Dowidzenia .-powiedzałem i poszedłem w strone domu .Co sie dzieje ? Nie było jej dzisiaj w szkole , a jak do niej dzwoniłem to nieodbiera. Szłem obok plaży i ją zobaczyłem .
****Meredith****
Czemu ludziom obok mnie zawsze dzieje się coś złego ? To niesprawiedliwe . Jak ci ludzie jeżdżą po tych drogach !! Jak ktoś wogóle mógł jej nie zauważyć i przejechać . Co jak nie wyzdrowieje ??! Jeśli zostawi mnie ! Nie ona nie może tego mi zrobić ! Po chwili usiadł obok mnie Liam . Skąd on sie tu wziął ?!
-Hej , wszystko w parządku ?-zapytał Liam . Po tych słowach jagby coś we mnie pękło .Schowałam twarz w dłoniach i zaczełam płakać . Nie płakałam od 6 lat !!! Naprawde musiałam to mocno przeżywać .
-Ej , co się stało ?-powiedziła zasmucony obejmując mnie . Oparłam się o jego ramie i schowałm twarz w jego klatce piersiowej .
-Moja najlepsza przyjaciółka jest w szpitalu . Miała wypadek i ma małe sznase ...-i już niedokonczyłam bo znowu wpadłam w płacz .
-Będzie dobrze , obiecuje ci to -powiedział patrząc mi w oczy a ja się rozpłakałam .
---------
Przepraszam że tak długo nie dodawałam , ale teraz mam mnóstwo nauki .
Miłego czytania :D
wtorek, 6 marca 2012
Rozdziłał 4
Szłam przez zapełniony korytarz szkolny z zawieszoną na ramieniu torbą i trzymałam kartke w ręku z planem lekcji . Szkoła była 3 razy większa od mojej poprzedniej i napewno uczyło się tu 4 razy więcej ludzi . Zatrzymałam się i popatrzyłam po korytarzu . Czy ja przypadkiem nie przechodziłam tym korytarzem już 3 raz .Poddaje się !! Nieznajde tej szafki .-oprłam sie o szafki zrezygnowana . Może by tak pójść do sekretariatu i poprosić o pomoc . Tak ale zanim ja znajde sekretariat to zkończy sie przerwa i minie połowa lekcji .
-Zgubiłaś się ?-powiedział znajomy roześmiany głos .Podniosłam głowe i moim oczom ukazał się Liam .
-Hej ,dzisiaj niezupełnie . Szukam szafki -powiedziałam pokazując kartke z planem lekcji i numerem tego ustrojstwa.Zobaczył kartke i wpadł w śmiech .
-Co jest ??-zapytałam zażenowana .
-Opierasz się o nią -powiedział nadal się śmiejąc .
-Ooo .... -odwrociłam się . Faktycznie to była moja szafka . A ten w jeszcze większy śmieczh .Włożyłam kziążki i włożyła potrzebne do torby.
-No ładnie to tak śmiać się ze mnie -powiedziałam i przywaliłam mu lekko kziążką w głowe .Wtedy zadzwonił dzwonek na lekcje .
-No a ładnie to tak ludzi bić - powiedział śmiejąc się i zabrał mi torbe .
-Liam !!-krzyknełam biegnąc za nim .
-Liam , debilu oddaj mi torbe-krzyknełam .Na korytarzu juz nikogo niebyło .
-Spożnie się na lekcje -Wydarłam się i wtedy wbiegliśmy do jakiejś sali . Przed tablicą stał nauczyciel tzymający w reku krede . Właśnie odwracł sie by zobaczyć kto mu wbiegł na lekcje .Cała klasa była wpatrzona na nas . Liam,kretynie co ty narbiłeś . Teraz wszyscy sie na mnie gapią jak na jakąś wariatke .
-Pan Barker . Jak miło że nas pan saszczycił swoją obecnością .-powiedział nauczyciel .
-Jestem zwarty i gotowy do nauki prze Pana.-powiedział z usmiechem Liam .
-Niech zgadne , a to jest nowa uczenica . Pani Carper .-nadal ciągnął nauczyciel .
-Tak jestem nowa -ozajmiłam .
-No dobrze . Panie Horan czy mógłbyś oddać pani Carper torbe, bo napewno nie jest pańska i juz nieprzeszkadzać mi w lekcji ??
-Jasne -podał mi torbe i usiadłam w wolnej czyli przedostaniej ławce .Liam usiadł za mną .Lekcja jak lecja . Upłyneła dość szybko . Pan Carter uczyła historii .Nie była jakiś tragiczny .Gdy zkończyła się lekcja podeszłam do Liama .
-Przez ciebie wyszłam na idiotke -powiedziałam ze złością .
-Niebyło , aż tak żle .-powiedział uśmiechnięty . Jezu on zawsze sie tak szczerzył ... Czy następny wieczny optymista .
-Ok nieumiem sie na ciebie gniewać .Ładnie przeprośosisz i zostaniesz moim przewodnikiem na dzisiaj .-powiedziałam pokazując plan .
-Umowa stoi . Bardzo , bardzo cię przepraszm -powiedział patrząc mi w oczy . O rany jakie on miał cudowne oczy ....
-Wbaczam ci. To gdzie mam angielski ty mój wierny przewodniku? . -spytałam i podałam mu swój plan .
-Hymm .. Musimy iść tam .-wzkazał palcem i ruszyliśmy .Potem miałam jeszcze geografie , matme i biologie . Matme miłam tylko z Liamem . Oczywiście na każdej przerwie odprowadzał mnie pod klase bo przecież musiał wywiązać się z umowy .Po biologi była przerwa na lunch i poszliśmy na stołówke .
-Zapoznam cie z moją paczką ,ok ?-spytał chłopak .
-Spoko -odpowiedziałam z usmiechem .Podeszliśmy do jednego ze stolików . Siedziły przy nim 3 osoby . Dwoch chłopaków i jedna dziewczyna .Jeden to blondyn o brązowych oczach i kolczykiem na języku .Drugi to potężny brunet z fryzurą ala Bieber . Obok nich siedziała dziewczyna z burzą rudych loków o zielonych oczach . Była drobna ale widać że jagby przyszło co do czego to niejednemu dała by rade .
-Hej !!-powiedział wesoło do wszystkich mój przewodnik .Oni wszyscy zrobili zdziwiona mine ,oprócz tego z kolczykiem .
-Mer to Colin i Justin . -powiedział . Chłopaki przywitali sie ze mną . Czyli ten blondasek to Colin a ten Bieber to Justin . Nawet imie mu pasuje . Haha zaśmałm się w duchu ,lecz nie dałam tego po sobie poznać . Jeszcze tego brakowało ,żeby więcej ludzi uważło mnie za idiotke .
-Hej -przywitałam się z nimi .
-A to jest Jane -powiedział i sie przywitałyśmy .Usiadłam przy stole .
-Dobra , ide po żarcie . Idziesz ze mną ??-spytał mnie
-Nie , dzięki mam swoje .
-Spoko , zaraz przyjde -powiedział usmiechnięty .Odszedł a ja wyjełam lunch .
-Co się stało z naszym miśkiem ??-zapytała Jane
-No mówiłem wam .Wczoraj miał do mnie przyjść . Spóżnił się z 40 min a potem taki wesoły chodził -powiedział Colin .
-Myślałam ,że on tak sie szczerzy zawsze.Wczoraj też taki był -powiedziałam przegryzając marchewke.
-Ty się z nim spotkałaś tak mniej więcej o 20 ?-spytał Colin
-Tak , zgubiłam się i zaprowdził mnie do domu .Troche pogadaliśmy , ale zachowywał się tak jak dzisiaj.-powiedziała.
-To już nic nierozumiem ..-powiedziła Jane .
- Hahahaha-ciągle się śmiał Justin .
-Ej co ci jest ? -zapytała Jane .
-No nie teraz ten -powiedział zrezydnowany Colin .
-Najwyrazniej Meredith tak mu poprwiła chumor -powiedziła śmiejąc Justin .
-Faktycznie .Może tak być..-powiedziła w zamysleniu Jane patrząc na mnie .
-Pogubiłam się . Czyli teraz zachowyje się tak jak nie zawsze czy zawsze tak suszy zęby ?-zapytałam .
-No właśnie najzupełniej normalnie . Od ..no wiecie czego -powiedział Colin i wszyscy umilkili.Nikt się nieodzywał . Więc musiałam coś powiedzieć.
-Jak to jest normalne zachowanie , to ja chyba źle trafiłam -powiedziłam usmiechając się . Wszyscy zaczeli się śmiać .
-Witaj w naszym gronie-powiedział Justin .
-Ej , o co chodzi ? Czemu wszyscy się tak śmiejecie ?-spytał Liam podchodząc do nas z pełna tacą .
-Masz zabawną koleżanke -powiedział Colin .
-Wiem -powiedział i uśmiechną sie do mnie .
-Idziecie na impreze do Scarllet ?-zapytała Jane .
-No jasne . Kotku moje drugie imie to impreza-powiedział Colin ,,tańcząc '' . Potem się do niego przyłączył Justin .
-Debile -skometowała Jane jedząc swoją sałatke . Ja tylko się śmiałam . Obok nich przechodził jakiś ogomny chłopak a oni niezauwazuli go i wytroącili mu cole z reki i napój wylądował na tym gościu . Chciał im chyba przywalić ,a oni zaczeli uciekać i wybiegli ze stołówki .
-Liam ?-powiedziała Jane .
-Nom..?-spytał przeżuwając kanapke .
-No rusz dupe i pomuż naszym debilom -powiedziła dziewczyna .
-No już ide , ide -powiedziła dopijając cole .
-Pewnie mi to troche zajmie . Jane zaprowdziś Mer pod sale ?-zapytał chłopak .
-Pewnie . Idż już lepiej bo chłopaki będą mieć jutro pokaźne limo -oznajmiła dziewczyna .
-No ide już -powiedziła i wyszedł z stołówki .
-Hymm...ciekawie tu macie -powiedziałam .
-No pewnie , nawet nie wiesz ile razy Liam musi ich wyratować -powiedziała śmiejąc sie .
-Ten gościu co chciał przywalić Colinowi i Justinowi był dość masywny. Myslisz że da se rade ?-zapytałm z niepokojem .
-No coś ty! Jak Greg niebędzie chciał zostawić chłopaków to Liam da mu po dupie-powiedziła dziewczyna.
-Nie wiedziała że jest taki dobry -powiedziłam .
-Bo nie wiedziałaś go w akcji. Tylko z takim jednym gościem jest równy , a tak to w tej dziedzinie wszystkich przewyższa .-powiedziała i tym momencie zadzwonił dzwonek .
-Idziesz ze mną dzisiaj
-Jaką masz lekcje ?-zapytała
-Chemie z panią Wilmord .-odpowiedziałam
-O to mamy razem . Choć -powiedziała .Wyszłyśmy ze stołówki i ruszyłysmy na chemie .
-Idziesz dzisiaj ze mną do centru handlowego po sukienke na impeze do Scarllet ? -zapytała .
-Mogę iść . Kiedy ?
-Odrazu po lekcjach . Dla ciebie też coś znajdziemy.-powiedziała dziewczyna .
-Dla mnie ? Myślisz że mogę przyjść ?-zapytałam .
-No oczywiście !! Im nas więcej tym weselej ,no nie ?Zaraz zapoznam się z Scarllet .-powiedziała Jane ciągnąc mnie w kierunku jakiejś dziewczyny . Była to niezawysoka blondynka z pięknymi lokami i mlecznymi oczami .
-Hej Scarallet !-powiedziała Jane .
-Cześć -odpowiedziała blondynka .
-Scarllet to jest Meredith . Merdith to Scrallet .-zapoznała nas Jane . My sobie podałyśmy ręce .
-To do ciebie się tak przyczepił Liam -stwierdziła uśmiechnięta dziewczyna .
-No raczej ja do niego . Nie ma jak przyczepić się do człowieka -powiedziłam odpowiadając uśmiechem .
-Musze kiedys spróbować . -powiedziła smiejąc się .
-Ej ,przyjzdziesz do mnie na impreze w sobote ?-zapytała Scarllet .
-No pewnie . Dzięki za zaproszenie .
-Nie ma za co . Zaczynamy o 18 :00 .
-Ok , to my idziemy bo pani Wilmord nie jest za cierpliwa .
-To do zobaczenia .-powiedziłam odchodząc .
-Pa !- krzykneła dziewczyna .Poszłyśmy z Jane na chemie ,ale na szczęście zdążyłyśmu przed nauczycielką .Po lekcji wyszłyśmy razem ze szkoły .
-Idziemy ??-zapytała Jane .
-Gdzie idziecie i czemu bezemnie ?-zapytał znikąt Liam .
-Idziemy do centrm handlowego po jakieś nowe ciuchy na impreze do Scarllet -powiedziałam .
-I nie zabieracie mnie ze sąbą . Jane kradniesz mi koleżanke . -powiedział z udawanym wurzutem .
-Spadaj , wreszcie znam jakąś normaloną dziewczyne która pójdzie ze mną na zakupy bez robienia mi opciachu w przeciwieństwie do was .-powiedziała Jane do Liama .
-Gdzie idziecie ?-podbiegli do nas Colin i Justin .
-Idziemy na zakupy !-powiedziała Jane pokazując na siebie i na mnie palcem .
-I nie zabieracie nas ze sobą.. -powiedział Justin.
-No następny !-wkurzyła sie Jane .
-Wy mi tylko wszędzie opciach robiecie ...-powiedziała Jane .
-Ale za to nas kochasz -powiedzieli na równo wszyscy troje .
-No dobra idziemy -powiedziła zrezygnowana Jane .Ja tylko się śmiałam . Jak już wiecie poszliśmu wkońcu całą piatką . Pochodzilismy po sklepach . Jak się okazało była to impreza nad basenem więc oprócz nowej sukienki Jane musiała mieć kostium kąpielowy . No a jeśli o mnie chodzi to niezabardzo mi się teraz uśmiecha ta ipreza nad basenem . W końcu stwierdziłam , że kupie sobie kostium ale niebede wchodziła do wody . Pewnie i tak połowa dziewczyn nie wejdzie do wody żeby sobie niezniszczyć makijażu i fryzury . No więc kupiłam jasny kostim dwuczęściowy kostim z górą bez ramiączek w drobne jasno zielonu kwiaty . Wahałam się też pomiędzy taki jednym wiązanym u góry jednolitym -białym, ale Jane stwierdziła ,że w tym pierwszym lepiej wyglądam . Chłopcom jak to chłopcom wszystkie sie podobały . Jak wychodziłyśmy z przebieralni gwizdali i klaskali ,że ludzie się na nas patrzyli .Kupiłam sobie jeszcze nową sukienke . Jane kupiła sobie czerwony koststium , który podkreślał jej włosy . Oprócz tego kupiła chyba z 3 sukienki bo niemogła się zdecydować która jest lepsza . Po skończonych zakupach poszliśmy na pizze . Gdy zjedliśmy Colin Justin musiał wracać do domu . Ja musiałam jeszcze pojechać do Galeri cioci bo prosiła mnie rano żebym jej pomogła . Jane stwierdziła że widziła w jakimś sklepie zajebistą sukienke i musi ją mieć , więc sostała jeszcze z Liamem i poszła do tego sklepu . Do Galeri cioci dojechała w niecałe 20 min .Weszłam do budynku .
-Ciociu ! Juz przyszłam ! Gdzie jesteś ?- wydzierałam się po Galerii .
-Tu jestem !-usłyszałam jakiś głos z oddali .Ciocia Judit siedziła na podłodze i przeglądała jakies papiery . No bo po co jej biurko ? Zawsze lepiej oczywiście siedzieć na podłodze .
-Przyszłaś troche póżniej . Jak tam pierwszy dzień w szkole ?Poznałaś kogoś ?-zapytała .
-Tak , dużo fajnych osób .Jden taki chłopak zapoznał mnie ze swoją paczką . Tak dziewczyna zaprosiła mnie na impreze w sobote i byliśmy w centrum handlowym żeby wybrać sobie z Jane jakieś nowe ciuchy .-powiedziałam .
-To fajnie , że znalazłaś odrazu jakies towarzystwo -powiedziła usmiechnięta .
-Też się ciesze . Moge iść w sobote na ta impreze , no nie ?
-Oczywiście . A teraz pomóż mi .Rozpakuj te obrazy z tej folii i zaraz je powiesimu -powiedziała pokazując palcem .
-Dziękuje -podeszłam do cioci i pocałowałam ją w czoło . Zabrałm się do roboty . Rozpakowałuśmy wszystkie obrazy i powiesiłysmy z połowe . Oczywiście ciocia stwierdziła z 20 razy że ,,ten nie pasuje tutaj '' ,,tek krzywo wisi '' ,,ten wogóle się nienadaje'' więc przewieszłyśmy je bez końca śpiewając jakieś stare piosenki , Które ciocia póściła . Po jakiś 2 godz. przyszedł Paul i pomógł nam z tymi obrazami i nosiła jakies ciężkie pudła . Posiedziłam z nimi jeszcze z godz. i wyszłam bo musiałam odrobić jeszcze lekcje . Gdy wychodziłam potknełam się o jakiś kamyk i upadłam na ziemie . Nie miałam zapietej torby więc wszystkie kziażki mi wypadły .
-No super-mruknełam pod nosem i wziełam się za zbieranie wszystkich rzeczy . Gdy chciałam podnieść jakiś zeszyt ktoś mie wyręczył i poniósł go za mnie . Spojrzałam na tą osobe . Był to chłopak mniej wiecej w moim wieku .Widać było że był wyższy odemnie . Jego ciemne włosy były rozczochrane w niedbały sposób . Była ciemnej karnacji i oczu miał prawie czarne . W uchu miał czarny kolczyk .
-Przyda ci się pomoc -powiedził podając mi rzeczy .
-Też tak myśle. Dzięki. -wszystko włożyłam do torby ,zasunełam ją i wstałam z ziemi otrzepując się z resztek jakiejś trawy .
-Nie ma za co ślicznotko . Jestem Mathew .-wyciągnął do mnie ręke .
-Meredith -powiedziłam podając ręke .
-Niewidziłem cie tu wcześniej . A widziłem wszystkie piękne dziewczyny w okolicy .
-Jestem tu nowa . Wprowadziłam się w czoraj z moją ciocią . Otwiera tu Galeriie .-wskazałam budynek palcem .
-Aaa , do pana Jonsona . -powiedził zdejmując kawałek trawy z moich włosów .
-Ja musze już iść . Pewnie zobaczymy się w szkole . Do zobaczenia !-powiedział
-Pa! -odkrzyknełam . Ci ludzie w tym mieście są bardzo miło nastawieni .Podoba mi sie tutaj . Poznałam tylu fajnych ludzi . Uśmiechnełam się do siebie i poszłam do domu . Gdy weszłam do pokoju pierwsze co zrobiłam to wejście na skeypa .Strasznie się stęskniłam za Sahrą . Opowiedziała jej o wszystkim . Ona stwierdziła że mam tu powodzenie ,ale ja i tak niewiedziłam o ci jej chodzi .Ona przez godz. wzychała i opowiadała jaki Jaden to jest cudowny . Podkochiwała się w nim od roku ale bała sie do niego zagadać . Gdy skończyłyśmy gadać . Odrobiłam lekcje . Cioci i Paula jesze niebyło pewnie jeszcze coś robią w Galerii. Poszłam do salonu i włączyłam jakąś kiepską komedie przy której zasnełam .
-Kochanie..-powiedziała ciocia smutnym głosem budząc mnie .
-O zasnełammm przy tem filmieee- powiedziłam ziewając . Popatrzyłam na ciocie Judit .Miała bardzo smutyny wyraz twrzy . Co ??! Ciocia smutna ? Nie w chumorze ?!
-Boże co się stało ...?-zapytałam przerażona .
----------------------------
Ciesze się bardzo , że ktoś zaczoł czytać !!!
Zmieniłam nazwisko Liama z Horan na Barker xD Po zastanowieniu stwierdziłam
że faktycznie to dziwacznie brzmi .
Daje 4 rozdział jeden z dłuższych . Piszcie co sądzicie .
-Zgubiłaś się ?-powiedział znajomy roześmiany głos .Podniosłam głowe i moim oczom ukazał się Liam .
-Hej ,dzisiaj niezupełnie . Szukam szafki -powiedziałam pokazując kartke z planem lekcji i numerem tego ustrojstwa.Zobaczył kartke i wpadł w śmiech .
-Co jest ??-zapytałam zażenowana .
-Opierasz się o nią -powiedział nadal się śmiejąc .
-Ooo .... -odwrociłam się . Faktycznie to była moja szafka . A ten w jeszcze większy śmieczh .Włożyłam kziążki i włożyła potrzebne do torby.
-No ładnie to tak śmiać się ze mnie -powiedziałam i przywaliłam mu lekko kziążką w głowe .Wtedy zadzwonił dzwonek na lekcje .
-No a ładnie to tak ludzi bić - powiedział śmiejąc się i zabrał mi torbe .
-Liam !!-krzyknełam biegnąc za nim .
-Liam , debilu oddaj mi torbe-krzyknełam .Na korytarzu juz nikogo niebyło .
-Spożnie się na lekcje -Wydarłam się i wtedy wbiegliśmy do jakiejś sali . Przed tablicą stał nauczyciel tzymający w reku krede . Właśnie odwracł sie by zobaczyć kto mu wbiegł na lekcje .Cała klasa była wpatrzona na nas . Liam,kretynie co ty narbiłeś . Teraz wszyscy sie na mnie gapią jak na jakąś wariatke .
-Pan Barker . Jak miło że nas pan saszczycił swoją obecnością .-powiedział nauczyciel .
-Jestem zwarty i gotowy do nauki prze Pana.-powiedział z usmiechem Liam .
-Niech zgadne , a to jest nowa uczenica . Pani Carper .-nadal ciągnął nauczyciel .
-Tak jestem nowa -ozajmiłam .
-No dobrze . Panie Horan czy mógłbyś oddać pani Carper torbe, bo napewno nie jest pańska i juz nieprzeszkadzać mi w lekcji ??
-Jasne -podał mi torbe i usiadłam w wolnej czyli przedostaniej ławce .Liam usiadł za mną .Lekcja jak lecja . Upłyneła dość szybko . Pan Carter uczyła historii .Nie była jakiś tragiczny .Gdy zkończyła się lekcja podeszłam do Liama .
-Przez ciebie wyszłam na idiotke -powiedziałam ze złością .
-Niebyło , aż tak żle .-powiedział uśmiechnięty . Jezu on zawsze sie tak szczerzył ... Czy następny wieczny optymista .
-Ok nieumiem sie na ciebie gniewać .Ładnie przeprośosisz i zostaniesz moim przewodnikiem na dzisiaj .-powiedziałam pokazując plan .
-Umowa stoi . Bardzo , bardzo cię przepraszm -powiedział patrząc mi w oczy . O rany jakie on miał cudowne oczy ....
-Wbaczam ci. To gdzie mam angielski ty mój wierny przewodniku? . -spytałam i podałam mu swój plan .
-Hymm .. Musimy iść tam .-wzkazał palcem i ruszyliśmy .Potem miałam jeszcze geografie , matme i biologie . Matme miłam tylko z Liamem . Oczywiście na każdej przerwie odprowadzał mnie pod klase bo przecież musiał wywiązać się z umowy .Po biologi była przerwa na lunch i poszliśmy na stołówke .
-Zapoznam cie z moją paczką ,ok ?-spytał chłopak .
-Spoko -odpowiedziałam z usmiechem .Podeszliśmy do jednego ze stolików . Siedziły przy nim 3 osoby . Dwoch chłopaków i jedna dziewczyna .Jeden to blondyn o brązowych oczach i kolczykiem na języku .Drugi to potężny brunet z fryzurą ala Bieber . Obok nich siedziała dziewczyna z burzą rudych loków o zielonych oczach . Była drobna ale widać że jagby przyszło co do czego to niejednemu dała by rade .
-Hej !!-powiedział wesoło do wszystkich mój przewodnik .Oni wszyscy zrobili zdziwiona mine ,oprócz tego z kolczykiem .
-Mer to Colin i Justin . -powiedział . Chłopaki przywitali sie ze mną . Czyli ten blondasek to Colin a ten Bieber to Justin . Nawet imie mu pasuje . Haha zaśmałm się w duchu ,lecz nie dałam tego po sobie poznać . Jeszcze tego brakowało ,żeby więcej ludzi uważło mnie za idiotke .
-Hej -przywitałam się z nimi .
-A to jest Jane -powiedział i sie przywitałyśmy .Usiadłam przy stole .
-Dobra , ide po żarcie . Idziesz ze mną ??-spytał mnie
-Nie , dzięki mam swoje .
-Spoko , zaraz przyjde -powiedział usmiechnięty .Odszedł a ja wyjełam lunch .
-Co się stało z naszym miśkiem ??-zapytała Jane
-No mówiłem wam .Wczoraj miał do mnie przyjść . Spóżnił się z 40 min a potem taki wesoły chodził -powiedział Colin .
-Myślałam ,że on tak sie szczerzy zawsze.Wczoraj też taki był -powiedziałam przegryzając marchewke.
-Ty się z nim spotkałaś tak mniej więcej o 20 ?-spytał Colin
-Tak , zgubiłam się i zaprowdził mnie do domu .Troche pogadaliśmy , ale zachowywał się tak jak dzisiaj.-powiedziała.
-To już nic nierozumiem ..-powiedziła Jane .
- Hahahaha-ciągle się śmiał Justin .
-Ej co ci jest ? -zapytała Jane .
-No nie teraz ten -powiedział zrezydnowany Colin .
-Najwyrazniej Meredith tak mu poprwiła chumor -powiedziła śmiejąc Justin .
-Faktycznie .Może tak być..-powiedziła w zamysleniu Jane patrząc na mnie .
-Pogubiłam się . Czyli teraz zachowyje się tak jak nie zawsze czy zawsze tak suszy zęby ?-zapytałam .
-No właśnie najzupełniej normalnie . Od ..no wiecie czego -powiedział Colin i wszyscy umilkili.Nikt się nieodzywał . Więc musiałam coś powiedzieć.
-Jak to jest normalne zachowanie , to ja chyba źle trafiłam -powiedziłam usmiechając się . Wszyscy zaczeli się śmiać .
-Witaj w naszym gronie-powiedział Justin .
-Ej , o co chodzi ? Czemu wszyscy się tak śmiejecie ?-spytał Liam podchodząc do nas z pełna tacą .
-Masz zabawną koleżanke -powiedział Colin .
-Wiem -powiedział i uśmiechną sie do mnie .
-Idziecie na impreze do Scarllet ?-zapytała Jane .
-No jasne . Kotku moje drugie imie to impreza-powiedział Colin ,,tańcząc '' . Potem się do niego przyłączył Justin .
-Debile -skometowała Jane jedząc swoją sałatke . Ja tylko się śmiałam . Obok nich przechodził jakiś ogomny chłopak a oni niezauwazuli go i wytroącili mu cole z reki i napój wylądował na tym gościu . Chciał im chyba przywalić ,a oni zaczeli uciekać i wybiegli ze stołówki .
-Liam ?-powiedziała Jane .
-Nom..?-spytał przeżuwając kanapke .
-No rusz dupe i pomuż naszym debilom -powiedziła dziewczyna .
-No już ide , ide -powiedziła dopijając cole .
-Pewnie mi to troche zajmie . Jane zaprowdziś Mer pod sale ?-zapytał chłopak .
-Pewnie . Idż już lepiej bo chłopaki będą mieć jutro pokaźne limo -oznajmiła dziewczyna .
-No ide już -powiedziła i wyszedł z stołówki .
-Hymm...ciekawie tu macie -powiedziałam .
-No pewnie , nawet nie wiesz ile razy Liam musi ich wyratować -powiedziała śmiejąc sie .
-Ten gościu co chciał przywalić Colinowi i Justinowi był dość masywny. Myslisz że da se rade ?-zapytałm z niepokojem .
-No coś ty! Jak Greg niebędzie chciał zostawić chłopaków to Liam da mu po dupie-powiedziła dziewczyna.
-Nie wiedziała że jest taki dobry -powiedziłam .
-Bo nie wiedziałaś go w akcji. Tylko z takim jednym gościem jest równy , a tak to w tej dziedzinie wszystkich przewyższa .-powiedziała i tym momencie zadzwonił dzwonek .
-Idziesz ze mną dzisiaj
-Jaką masz lekcje ?-zapytała
-Chemie z panią Wilmord .-odpowiedziałam
-O to mamy razem . Choć -powiedziała .Wyszłyśmy ze stołówki i ruszyłysmy na chemie .
-Idziesz dzisiaj ze mną do centru handlowego po sukienke na impeze do Scarllet ? -zapytała .
-Mogę iść . Kiedy ?
-Odrazu po lekcjach . Dla ciebie też coś znajdziemy.-powiedziała dziewczyna .
-Dla mnie ? Myślisz że mogę przyjść ?-zapytałam .
-No oczywiście !! Im nas więcej tym weselej ,no nie ?Zaraz zapoznam się z Scarllet .-powiedziała Jane ciągnąc mnie w kierunku jakiejś dziewczyny . Była to niezawysoka blondynka z pięknymi lokami i mlecznymi oczami .
-Hej Scarallet !-powiedziała Jane .
-Cześć -odpowiedziała blondynka .
-Scarllet to jest Meredith . Merdith to Scrallet .-zapoznała nas Jane . My sobie podałyśmy ręce .
-To do ciebie się tak przyczepił Liam -stwierdziła uśmiechnięta dziewczyna .
-No raczej ja do niego . Nie ma jak przyczepić się do człowieka -powiedziłam odpowiadając uśmiechem .
-Musze kiedys spróbować . -powiedziła smiejąc się .
-Ej ,przyjzdziesz do mnie na impreze w sobote ?-zapytała Scarllet .
-No pewnie . Dzięki za zaproszenie .
-Nie ma za co . Zaczynamy o 18 :00 .
-Ok , to my idziemy bo pani Wilmord nie jest za cierpliwa .
-To do zobaczenia .-powiedziłam odchodząc .
-Pa !- krzykneła dziewczyna .Poszłyśmy z Jane na chemie ,ale na szczęście zdążyłyśmu przed nauczycielką .Po lekcji wyszłyśmy razem ze szkoły .
-Idziemy ??-zapytała Jane .
-Gdzie idziecie i czemu bezemnie ?-zapytał znikąt Liam .
-Idziemy do centrm handlowego po jakieś nowe ciuchy na impreze do Scarllet -powiedziałam .
-I nie zabieracie mnie ze sąbą . Jane kradniesz mi koleżanke . -powiedział z udawanym wurzutem .
-Spadaj , wreszcie znam jakąś normaloną dziewczyne która pójdzie ze mną na zakupy bez robienia mi opciachu w przeciwieństwie do was .-powiedziała Jane do Liama .
-Gdzie idziecie ?-podbiegli do nas Colin i Justin .
-Idziemy na zakupy !-powiedziała Jane pokazując na siebie i na mnie palcem .
-I nie zabieracie nas ze sobą.. -powiedział Justin.
-No następny !-wkurzyła sie Jane .
-Wy mi tylko wszędzie opciach robiecie ...-powiedziała Jane .
-Ale za to nas kochasz -powiedzieli na równo wszyscy troje .
-No dobra idziemy -powiedziła zrezygnowana Jane .Ja tylko się śmiałam . Jak już wiecie poszliśmu wkońcu całą piatką . Pochodzilismy po sklepach . Jak się okazało była to impreza nad basenem więc oprócz nowej sukienki Jane musiała mieć kostium kąpielowy . No a jeśli o mnie chodzi to niezabardzo mi się teraz uśmiecha ta ipreza nad basenem . W końcu stwierdziłam , że kupie sobie kostium ale niebede wchodziła do wody . Pewnie i tak połowa dziewczyn nie wejdzie do wody żeby sobie niezniszczyć makijażu i fryzury . No więc kupiłam jasny kostim dwuczęściowy kostim z górą bez ramiączek w drobne jasno zielonu kwiaty . Wahałam się też pomiędzy taki jednym wiązanym u góry jednolitym -białym, ale Jane stwierdziła ,że w tym pierwszym lepiej wyglądam . Chłopcom jak to chłopcom wszystkie sie podobały . Jak wychodziłyśmy z przebieralni gwizdali i klaskali ,że ludzie się na nas patrzyli .Kupiłam sobie jeszcze nową sukienke . Jane kupiła sobie czerwony koststium , który podkreślał jej włosy . Oprócz tego kupiła chyba z 3 sukienki bo niemogła się zdecydować która jest lepsza . Po skończonych zakupach poszliśmy na pizze . Gdy zjedliśmy Colin Justin musiał wracać do domu . Ja musiałam jeszcze pojechać do Galeri cioci bo prosiła mnie rano żebym jej pomogła . Jane stwierdziła że widziła w jakimś sklepie zajebistą sukienke i musi ją mieć , więc sostała jeszcze z Liamem i poszła do tego sklepu . Do Galeri cioci dojechała w niecałe 20 min .Weszłam do budynku .
-Ciociu ! Juz przyszłam ! Gdzie jesteś ?- wydzierałam się po Galerii .
-Tu jestem !-usłyszałam jakiś głos z oddali .Ciocia Judit siedziła na podłodze i przeglądała jakies papiery . No bo po co jej biurko ? Zawsze lepiej oczywiście siedzieć na podłodze .
-Przyszłaś troche póżniej . Jak tam pierwszy dzień w szkole ?Poznałaś kogoś ?-zapytała .
-Tak , dużo fajnych osób .Jden taki chłopak zapoznał mnie ze swoją paczką . Tak dziewczyna zaprosiła mnie na impreze w sobote i byliśmy w centrum handlowym żeby wybrać sobie z Jane jakieś nowe ciuchy .-powiedziałam .
-To fajnie , że znalazłaś odrazu jakies towarzystwo -powiedziła usmiechnięta .
-Też się ciesze . Moge iść w sobote na ta impreze , no nie ?
-Oczywiście . A teraz pomóż mi .Rozpakuj te obrazy z tej folii i zaraz je powiesimu -powiedziała pokazując palcem .
-Dziękuje -podeszłam do cioci i pocałowałam ją w czoło . Zabrałm się do roboty . Rozpakowałuśmy wszystkie obrazy i powiesiłysmy z połowe . Oczywiście ciocia stwierdziła z 20 razy że ,,ten nie pasuje tutaj '' ,,tek krzywo wisi '' ,,ten wogóle się nienadaje'' więc przewieszłyśmy je bez końca śpiewając jakieś stare piosenki , Które ciocia póściła . Po jakiś 2 godz. przyszedł Paul i pomógł nam z tymi obrazami i nosiła jakies ciężkie pudła . Posiedziłam z nimi jeszcze z godz. i wyszłam bo musiałam odrobić jeszcze lekcje . Gdy wychodziłam potknełam się o jakiś kamyk i upadłam na ziemie . Nie miałam zapietej torby więc wszystkie kziażki mi wypadły .
-No super-mruknełam pod nosem i wziełam się za zbieranie wszystkich rzeczy . Gdy chciałam podnieść jakiś zeszyt ktoś mie wyręczył i poniósł go za mnie . Spojrzałam na tą osobe . Był to chłopak mniej wiecej w moim wieku .Widać było że był wyższy odemnie . Jego ciemne włosy były rozczochrane w niedbały sposób . Była ciemnej karnacji i oczu miał prawie czarne . W uchu miał czarny kolczyk .
-Przyda ci się pomoc -powiedził podając mi rzeczy .
-Też tak myśle. Dzięki. -wszystko włożyłam do torby ,zasunełam ją i wstałam z ziemi otrzepując się z resztek jakiejś trawy .
-Nie ma za co ślicznotko . Jestem Mathew .-wyciągnął do mnie ręke .
-Meredith -powiedziłam podając ręke .
-Niewidziłem cie tu wcześniej . A widziłem wszystkie piękne dziewczyny w okolicy .
-Jestem tu nowa . Wprowadziłam się w czoraj z moją ciocią . Otwiera tu Galeriie .-wskazałam budynek palcem .
-Aaa , do pana Jonsona . -powiedził zdejmując kawałek trawy z moich włosów .
-Ja musze już iść . Pewnie zobaczymy się w szkole . Do zobaczenia !-powiedział
-Pa! -odkrzyknełam . Ci ludzie w tym mieście są bardzo miło nastawieni .Podoba mi sie tutaj . Poznałam tylu fajnych ludzi . Uśmiechnełam się do siebie i poszłam do domu . Gdy weszłam do pokoju pierwsze co zrobiłam to wejście na skeypa .Strasznie się stęskniłam za Sahrą . Opowiedziała jej o wszystkim . Ona stwierdziła że mam tu powodzenie ,ale ja i tak niewiedziłam o ci jej chodzi .Ona przez godz. wzychała i opowiadała jaki Jaden to jest cudowny . Podkochiwała się w nim od roku ale bała sie do niego zagadać . Gdy skończyłyśmy gadać . Odrobiłam lekcje . Cioci i Paula jesze niebyło pewnie jeszcze coś robią w Galerii. Poszłam do salonu i włączyłam jakąś kiepską komedie przy której zasnełam .
-Kochanie..-powiedziała ciocia smutnym głosem budząc mnie .
-O zasnełammm przy tem filmieee- powiedziłam ziewając . Popatrzyłam na ciocie Judit .Miała bardzo smutyny wyraz twrzy . Co ??! Ciocia smutna ? Nie w chumorze ?!
-Boże co się stało ...?-zapytałam przerażona .
----------------------------
Ciesze się bardzo , że ktoś zaczoł czytać !!!
Zmieniłam nazwisko Liama z Horan na Barker xD Po zastanowieniu stwierdziłam
że faktycznie to dziwacznie brzmi .
Daje 4 rozdział jeden z dłuższych . Piszcie co sądzicie .
niedziela, 4 marca 2012
Rozdział 3
-Proszą Państwa ,proszę o uwage . Wylądowaliśmy w Los Angeles . Prosze wychodzić wsakazanym wyjściem przez stewardesy . Dziękujemy za wybranie naszej lini lotniczej .-obudził mnie głos z głośników nadajądzy informacje. Potem ten sam komunitat wypowiedziano po francusku i jeszcze dwóch innych językach ,których nierozumiałam . Wstałam z swojego mjejsca i razem z ciocią wyszłyśmy z pokładu samolotu . Gdy odebrałyśmy nasze walizki kierowałyśmu się do wyjścia . A tam stał Paul z karteczką ,,Witajcie w domu '' , haha . Ciocia Judit zaczeła skakać ze szczęścia -dosłownie..Potem podbiegła do niego mocno go uścisneła i delikatnie się pocałowali .
-Fuuuu ...-podeszłam do nich z dłonią na oczach .
-O Meredith ! Zapomniałem o tobie .-powiedział śmiejąc się Paul . Paul był wysokim ,dobrze zbudowanym mężczyzna o ciemnej krnacji i ciemobrązowych oczach . Jego czrne , falujące się włosy sięgału mu do szyi .Teraz wyciągał ręce w moim kierunku.
-No tak wy zapominacie o całym świecie . A ja jestem narażone na te widoki . -powiedziałam przez śmiech idąc do niego .Przytuliśmy się , a potem Paul wziął 2 torby w jedną rękę a w drugiej trzymał dłoń cioci . Wyszliśmy z lotniska i wsiedliśmy do czerwonego Ferarrari Paula . Po pół godzinnej jeżdzie wjechaliśmy na niezwykle pięknej i bogatej dzielnicy . Wysiedliśmy z samochodu przed ogromnym domem .
-To tu ?-spytałam zdziwiona.
-Tak ,a co nie podoba sie ?-spytała Paul wypakowując nasz bagaż z bagażnika .
-yyy....-niemogłam nic powiedzieć tyko stałam tak jak idiotka z otwartą gębą . Wiedziałam ,że Paul ma więcej kasy od nas .Ciocia mówiła ,że jest cenionym prawnikiem w LA. Ale ludzie!! Przecież ten dom to cudo !! .Widziałam ,że przeprowadzam się do zajebistego miasta . Ale niewiedziałam ,że do zajebistej dzielnicy gdzie są same zajebiste domy ,a ja będe mieszkała w tym z jednych zajebistszych . Padam...Dom był zrobiny w stylu nowoczesnym. Do domu prowadziła oświetlona dróżka . Obok niej znajdował się równo żciety mocno zielony trawnik . A przed domem stała wysoka palma .
-No trudno będziesz musiała sie przyzwyczajić-powiedział Paul zamykając samochód.
-Kochanie zamknij buzie bo ci jakieć robale wlecą -powiedziała ciocia z niesmakiem .Ogarnij sie !! Krzyknełam sobie w myślach . Zamknełam buzie i złapałam za walizki . Weszliśmy do domu i pozostawiliśmy ten cały stragan w holu . W środku domu było jeszcze lepiej niż na zewnątrz .Buł urządzony nowoczesnie .Jak się wchodziło do domu na przeciw stały szerokie schody . Po lewej stronie znajdowała się łazienka i gabinet Paula oaraz pracownia cioci(nawet niewiecie jak sie ucieszyła z tej pracowni . Była to oczywiscie niespodzianka dla cioci Judit i oczywiście cieszyła sie jak głupia ,haha ). Po prawej stronie była kuchnia z wyspą ,a na przeciw stał ogromy stół . Dalej był spuszczony w dół salon z wejściem na balkon .Przeważały jasne kolory . Głównie brąz,berz i biel .
-Łał !-krzyknełam
-Czyli jednak ci sie podoba ?-powiedziała z uśmiechem Paul . Znowu niemogłam nic wymówić. Noedałam rady powiedzieć czegoś długiego . Więc powtórzyłam.
-Łał !
-Jeżeli przy tym widoku niemożesz nic powiedzieć to lepiej idź do swojego pokoju .-powiedził Paul .
-Gdzie ? -spytałam ,krótko skacząc z rdości .
-Schodami na góre -powiedział Paul .Biegiem weszłam po schodach . Znalazłam się w holu .Zauwarzyłam 3 drzwi . No i teraz ,które są moje ???Stanełam jak wryta i przenosiłam wzrok z jenuch na drugie -ciągle kiwałam głową .
-Lepiej powiedz jej ,które są jej bo zaraz ją rozboli głowa . -powiedziła ciocia ,gdy dotarli na góre .
-Te na końcu korytarza-powiedział przez śmiech Paul .Jak oparzona ruszyłam i otworzyłam ostatnie drzwi .Moim oczą ukazał się mój nowy pokój.Stanełam w bezruchu . To był mój wymarzony pokój . Pokój jaki planowałam z ciocią jakiś miesiąc temu . Porostu tak sobie gadałyśmy o wymarzonym domu itp. Nigdy niemyślałam ,że będe miała go w posiadaniu. Był 2 razy wiekszy od mojego poprzedniego. Ściany były pomalowane na jasnoniebiesko.Białe biurko stało od siany od drzwi na ,ktorej była położona tapeta w jasne biało- blękitne,kwiatki . Z lewej strony postawione było stalowe łóżko pomalowane na biało . Obok stała szafka nocna z pięknie zdobioną lampką nocną . Po prawej stronie stały różene białe szafki i moja wieża , która został przewieziona razem innymi moim rzeczami tydzień temu . Obok szafki leżały białe pufy. Dalej stała toaletka a jeszcze dalej wisiało ogromne lustro ozdobione w lilje .Na środku pokokju leżał mięciutki ,biały dywan .Na wprost niego znałdowały się duże szklane drzwi na moj własny balkon .Zauwazyłam jeszcze dwoje drzwi . Jedne prowdziły do mijejej garderoby a drugie do mojej własnej, osobistej, prywatnej łażienki !!!To był poprostu pokój moich marzeń .
-Dziękuję wam -powiedziałam wpadając w ramiona mojej cioci . Paul zszedł na dół po moje rzeczy ,aby je tu przynieść .
-To jeszcze niewszystko -powiedziała uradowana ciocia .Podeszła do kontaktu i zapaliła światło . No sufisie rozbłysło tysiące malutkich punkcików . To były światełka choinkowe ,które rozbłyskały na biało . Kable były pomalowane na biało .
-To był mój pomysł . Podoba ci się ??-spytała ciocia .
-No pewnie ,że mi sie podoba . Te lampki dopełniają to wszystko . Poprostu kocham ten pokój .-oznajmiłam .
-Wiedziałam ,że ci sie spodoba -powiedziała . Do pokoju wszedł narzeczony cioci z moją walizką i torbami .
-Widze ,że spodobała ci sie twój nowy pokój -powiedział Paul
-No a jak mogło by być inaczej . Mówiłam że jej sie spodoba -powiedziała ciocia .
-Dobra my idziemy , rozpakuj sie a za 40 min. będzie kolacja . -powiedział Paul wychodząc z ciocią z pokoju .
-ok !!!-krzyknełam .Rozpakowałam się a potem weszłam do łazienki aby odświeżyć się troche .Gdy zkończyłam wyszłam na balkon . Miałam widok na ogród a nie na ulice . To dobrze ,pomyślałam zadowolona . Nie będzie tak strasznie głośno . Ogród był przepiękny . Wszedzie było pełno zieleni i pięknych różnobarwnych kwiatów .Zauważyłam też basen . Brrrr... no nie . Po co komu basen . Weszłam do pokoju i włączyłam laptop i weszłam na skypea bo byłam umuwiona z Sahrą na 18:00. Opowiedziłam jej jak to tu wszytko wygląda i pokazałam jej swój pokój , a ona mi opowiedziała co dzisiaj robiła. Po 20 min. musiałam kończyć bo gotowa była kolacja i sobie zadużo niepogadałyśmy . Zeszłam na dół i razem z ciocią i Pulem zjadłam kolacje . Naszczęście Paul gotował a nie ciocia Judit . Ciocia była artstką , osobą roztrzepaną stanowczo niedającą się do kuchni . Co jak co , ale ciocia do gotowania sie nienadawała . Ostatnio jak robiła ciaseczka musiała oczywiście ,,ulepszyć'' przepis bo uważała ,że jest za nudny .Powiem wam jedno . Nie dość ,że ciasteczek niedało się jeść to musiałyśmy kupić nowy piekarnik...No więc bardzo sie ciesze że Paul coś ugotował .Po skończonej kolacji sprzątnełam ze stołu , wziełam słuchawki i wyszłam sobie na mały spacer przed pójściem spać . Włożyłam słuchawki i włączyłam playliste . Idąc tak po chodniku oglądałam tę dzielnice .Tak szłam i szłam i skręciłam chyba w złą stronę . Niewiedziałam za bardzo gdzie jestem .Więc przyspieszyłam . Szłam tak szybko , że niezauważyłam idącego prosto na mnie jakiegoś kolesia . Wpadłam na niego i oboje wylądowaliśmy na ziemi .
-O bardzo cię przeparaszm ,niewidziałem cie .-powiedział chłopak .Widać było że jest mniej więcej w moim wieku . Był wyższy o demnie . Miał ciemną karnacje , ciemnozielone oczy i urocze ciemnobrązowe loczki .Wstał i podał mi rękę podnosząc mnie .
-To ja cie przepraszm . Ja wpadłam na ciebie . Wogóle nie zauważyłam cie. Zgubiłam się . Jestem tu nowa. -powiedziałam .
-Aaaa niech zgadne ? Współlokatorka pana Jonsona ? Szczerze mówiąc myślałem ,że będziesz troche starsza . Wyglądasz na jakieś 16 lat . -powiedział .
-Haha. Pomyliłeś mnie z moją ciocią .Owszem wprowadziłam się do Paula Jonsona, ale jego narzeczoną jest moja ciocia Judit. -powiedziałam śmiejąc się .
-Ooo przeraszam . Ale palnołem .Jestem Liam Barker . Mieszkam za rogiem .-powiedział speszony wyciągając rękę do mnie .
-Mereditch Carper Nie mam pojęcia gdzie mieszkam -powiedziłam podając mu rękę .
-Haha , no tak zgubiłaś się . Wiem gdzie pan Jonson mieszka mogę cie zaprowadzić .-zapropnował.
-Było by miło . Niemam pojęcia gdzie jestem . Daleko to ?
-Nie ulice dalej . Musimy iść w tą strone .-powiedział pokazując palcem .
-Spoko -powiedziałam i ruszyliśmy.
-Więc wprowadziłaś się tu nastałe ?-spytał .
-Tak , ciocia otwiera tu swoją Galerie ,a pozatym mieszka tu jej narzeczony i sie wprowadziłyśmy .
-Mieszkasz z ciotką ? A co z twoimi rodzicami ?
-Oboje nie żyją . Mama zmarła gdy miałam 4 lata a tata gdy miałam 7 -powiedziałam ze smutkiem w głosie .
-Oo przepaszm niwiedziałem ..-powiedział .
-Spoko, mam teraz ciocie i kocham ją . Oczywiscie ża za nimi tęsknie no ale cuż poradzić...-powiedziałam smutna .
-Przykro mi
-Niepotrzebnie. A ty tam za rogiem mieszkasz ,tak ?
-Tak . Z rodzicami z starszą siostrą o 2 lata .A masz jakeiś rodzeństwo ?
-Tak starszą siostre . Ma 21 lat i mieszka we Francji.
-To troche daleko -przyznał
-Nie no gdzie... Taki mały spacerek-powiedziałam
-Tak , chyba z plecakiem odrzutowym albo powozem z nienaturalnie szybkimi haski-powiedził śmiejąc sie .
-Faktycznie, masz na zbyciu jakieś haski ?-powiedziłam śmiejąc sie .
-Przykro mi, skończyły się .-powiedział z ogromnym uśmiechem na twarzy .
-O to już tutaj . Dotarlismy na miejsce. Misja wykonana -powiedział .
-Bardzo dziękuje , niewiem jakbym trafiła bez ciebie .
-Zawsze do uslug.
-Jak byś chciała o coś jeszcze zapytać to dzwoń-powiedział i zapisał swój numer mi na dłoni.A ja napisałam mój na jego .
-To cześć-powiedził i zaczoł iść z powrotem machająć mi ręką .
-Pa-powiedziałam i odmachałam mu .Fajny był .Może niebędzie tu tak żle jak myślałam . Jedyna rzecz jaka mi brakuje tutaj to Sarah . Weszłam do domu zdjełam buty i weszłam do swojego pokoju .Poszłam do łazienki i wziełam długą ,odprężającą kąoiel w wannie . Przebrałam się i weszłam do łóżka .Włożyłam słuchawki i zasnełam słuchając muzyki .
-------------------------
Niewiem czy to ktoś czyta .. Nie zanam waszej opini . Mam pare rozdziałów w przud i niewiem czy je dodawać . Potem akcja się już rozkręca i mam pomysły na dalsze losy Meredith .
Prosze was o komaetarze :D
-Fuuuu ...-podeszłam do nich z dłonią na oczach .
-O Meredith ! Zapomniałem o tobie .-powiedział śmiejąc się Paul . Paul był wysokim ,dobrze zbudowanym mężczyzna o ciemnej krnacji i ciemobrązowych oczach . Jego czrne , falujące się włosy sięgału mu do szyi .Teraz wyciągał ręce w moim kierunku.
-No tak wy zapominacie o całym świecie . A ja jestem narażone na te widoki . -powiedziałam przez śmiech idąc do niego .Przytuliśmy się , a potem Paul wziął 2 torby w jedną rękę a w drugiej trzymał dłoń cioci . Wyszliśmy z lotniska i wsiedliśmy do czerwonego Ferarrari Paula . Po pół godzinnej jeżdzie wjechaliśmy na niezwykle pięknej i bogatej dzielnicy . Wysiedliśmy z samochodu przed ogromnym domem .
-To tu ?-spytałam zdziwiona.
-Tak ,a co nie podoba sie ?-spytała Paul wypakowując nasz bagaż z bagażnika .
-yyy....-niemogłam nic powiedzieć tyko stałam tak jak idiotka z otwartą gębą . Wiedziałam ,że Paul ma więcej kasy od nas .Ciocia mówiła ,że jest cenionym prawnikiem w LA. Ale ludzie!! Przecież ten dom to cudo !! .Widziałam ,że przeprowadzam się do zajebistego miasta . Ale niewiedziałam ,że do zajebistej dzielnicy gdzie są same zajebiste domy ,a ja będe mieszkała w tym z jednych zajebistszych . Padam...Dom był zrobiny w stylu nowoczesnym. Do domu prowadziła oświetlona dróżka . Obok niej znajdował się równo żciety mocno zielony trawnik . A przed domem stała wysoka palma .
-No trudno będziesz musiała sie przyzwyczajić-powiedział Paul zamykając samochód.
-Kochanie zamknij buzie bo ci jakieć robale wlecą -powiedziała ciocia z niesmakiem .Ogarnij sie !! Krzyknełam sobie w myślach . Zamknełam buzie i złapałam za walizki . Weszliśmy do domu i pozostawiliśmy ten cały stragan w holu . W środku domu było jeszcze lepiej niż na zewnątrz .Buł urządzony nowoczesnie .Jak się wchodziło do domu na przeciw stały szerokie schody . Po lewej stronie znajdowała się łazienka i gabinet Paula oaraz pracownia cioci(nawet niewiecie jak sie ucieszyła z tej pracowni . Była to oczywiscie niespodzianka dla cioci Judit i oczywiście cieszyła sie jak głupia ,haha ). Po prawej stronie była kuchnia z wyspą ,a na przeciw stał ogromy stół . Dalej był spuszczony w dół salon z wejściem na balkon .Przeważały jasne kolory . Głównie brąz,berz i biel .
-Łał !-krzyknełam
-Czyli jednak ci sie podoba ?-powiedziała z uśmiechem Paul . Znowu niemogłam nic wymówić. Noedałam rady powiedzieć czegoś długiego . Więc powtórzyłam.
-Łał !
-Jeżeli przy tym widoku niemożesz nic powiedzieć to lepiej idź do swojego pokoju .-powiedził Paul .
-Gdzie ? -spytałam ,krótko skacząc z rdości .
-Schodami na góre -powiedział Paul .Biegiem weszłam po schodach . Znalazłam się w holu .Zauwarzyłam 3 drzwi . No i teraz ,które są moje ???Stanełam jak wryta i przenosiłam wzrok z jenuch na drugie -ciągle kiwałam głową .
-Lepiej powiedz jej ,które są jej bo zaraz ją rozboli głowa . -powiedziła ciocia ,gdy dotarli na góre .
-Te na końcu korytarza-powiedział przez śmiech Paul .Jak oparzona ruszyłam i otworzyłam ostatnie drzwi .Moim oczą ukazał się mój nowy pokój.Stanełam w bezruchu . To był mój wymarzony pokój . Pokój jaki planowałam z ciocią jakiś miesiąc temu . Porostu tak sobie gadałyśmy o wymarzonym domu itp. Nigdy niemyślałam ,że będe miała go w posiadaniu. Był 2 razy wiekszy od mojego poprzedniego. Ściany były pomalowane na jasnoniebiesko.Białe biurko stało od siany od drzwi na ,ktorej była położona tapeta w jasne biało- blękitne,kwiatki . Z lewej strony postawione było stalowe łóżko pomalowane na biało . Obok stała szafka nocna z pięknie zdobioną lampką nocną . Po prawej stronie stały różene białe szafki i moja wieża , która został przewieziona razem innymi moim rzeczami tydzień temu . Obok szafki leżały białe pufy. Dalej stała toaletka a jeszcze dalej wisiało ogromne lustro ozdobione w lilje .Na środku pokokju leżał mięciutki ,biały dywan .Na wprost niego znałdowały się duże szklane drzwi na moj własny balkon .Zauwazyłam jeszcze dwoje drzwi . Jedne prowdziły do mijejej garderoby a drugie do mojej własnej, osobistej, prywatnej łażienki !!!To był poprostu pokój moich marzeń .
-Dziękuję wam -powiedziałam wpadając w ramiona mojej cioci . Paul zszedł na dół po moje rzeczy ,aby je tu przynieść .
-To jeszcze niewszystko -powiedziała uradowana ciocia .Podeszła do kontaktu i zapaliła światło . No sufisie rozbłysło tysiące malutkich punkcików . To były światełka choinkowe ,które rozbłyskały na biało . Kable były pomalowane na biało .
-To był mój pomysł . Podoba ci się ??-spytała ciocia .
-No pewnie ,że mi sie podoba . Te lampki dopełniają to wszystko . Poprostu kocham ten pokój .-oznajmiłam .
-Wiedziałam ,że ci sie spodoba -powiedziała . Do pokoju wszedł narzeczony cioci z moją walizką i torbami .
-Widze ,że spodobała ci sie twój nowy pokój -powiedział Paul
-No a jak mogło by być inaczej . Mówiłam że jej sie spodoba -powiedziała ciocia .
-Dobra my idziemy , rozpakuj sie a za 40 min. będzie kolacja . -powiedział Paul wychodząc z ciocią z pokoju .
-ok !!!-krzyknełam .Rozpakowałam się a potem weszłam do łazienki aby odświeżyć się troche .Gdy zkończyłam wyszłam na balkon . Miałam widok na ogród a nie na ulice . To dobrze ,pomyślałam zadowolona . Nie będzie tak strasznie głośno . Ogród był przepiękny . Wszedzie było pełno zieleni i pięknych różnobarwnych kwiatów .Zauważyłam też basen . Brrrr... no nie . Po co komu basen . Weszłam do pokoju i włączyłam laptop i weszłam na skypea bo byłam umuwiona z Sahrą na 18:00. Opowiedziłam jej jak to tu wszytko wygląda i pokazałam jej swój pokój , a ona mi opowiedziała co dzisiaj robiła. Po 20 min. musiałam kończyć bo gotowa była kolacja i sobie zadużo niepogadałyśmy . Zeszłam na dół i razem z ciocią i Pulem zjadłam kolacje . Naszczęście Paul gotował a nie ciocia Judit . Ciocia była artstką , osobą roztrzepaną stanowczo niedającą się do kuchni . Co jak co , ale ciocia do gotowania sie nienadawała . Ostatnio jak robiła ciaseczka musiała oczywiście ,,ulepszyć'' przepis bo uważała ,że jest za nudny .Powiem wam jedno . Nie dość ,że ciasteczek niedało się jeść to musiałyśmy kupić nowy piekarnik...No więc bardzo sie ciesze że Paul coś ugotował .Po skończonej kolacji sprzątnełam ze stołu , wziełam słuchawki i wyszłam sobie na mały spacer przed pójściem spać . Włożyłam słuchawki i włączyłam playliste . Idąc tak po chodniku oglądałam tę dzielnice .Tak szłam i szłam i skręciłam chyba w złą stronę . Niewiedziałam za bardzo gdzie jestem .Więc przyspieszyłam . Szłam tak szybko , że niezauważyłam idącego prosto na mnie jakiegoś kolesia . Wpadłam na niego i oboje wylądowaliśmy na ziemi .
-O bardzo cię przeparaszm ,niewidziałem cie .-powiedział chłopak .Widać było że jest mniej więcej w moim wieku . Był wyższy o demnie . Miał ciemną karnacje , ciemnozielone oczy i urocze ciemnobrązowe loczki .Wstał i podał mi rękę podnosząc mnie .
-To ja cie przepraszm . Ja wpadłam na ciebie . Wogóle nie zauważyłam cie. Zgubiłam się . Jestem tu nowa. -powiedziałam .
-Aaaa niech zgadne ? Współlokatorka pana Jonsona ? Szczerze mówiąc myślałem ,że będziesz troche starsza . Wyglądasz na jakieś 16 lat . -powiedział .
-Haha. Pomyliłeś mnie z moją ciocią .Owszem wprowadziłam się do Paula Jonsona, ale jego narzeczoną jest moja ciocia Judit. -powiedziałam śmiejąc się .
-Ooo przeraszam . Ale palnołem .Jestem Liam Barker . Mieszkam za rogiem .-powiedział speszony wyciągając rękę do mnie .
-Mereditch Carper Nie mam pojęcia gdzie mieszkam -powiedziłam podając mu rękę .
-Haha , no tak zgubiłaś się . Wiem gdzie pan Jonson mieszka mogę cie zaprowadzić .-zapropnował.
-Było by miło . Niemam pojęcia gdzie jestem . Daleko to ?
-Nie ulice dalej . Musimy iść w tą strone .-powiedział pokazując palcem .
-Spoko -powiedziałam i ruszyliśmy.
-Więc wprowadziłaś się tu nastałe ?-spytał .
-Tak , ciocia otwiera tu swoją Galerie ,a pozatym mieszka tu jej narzeczony i sie wprowadziłyśmy .
-Mieszkasz z ciotką ? A co z twoimi rodzicami ?
-Oboje nie żyją . Mama zmarła gdy miałam 4 lata a tata gdy miałam 7 -powiedziałam ze smutkiem w głosie .
-Oo przepaszm niwiedziałem ..-powiedział .
-Spoko, mam teraz ciocie i kocham ją . Oczywiscie ża za nimi tęsknie no ale cuż poradzić...-powiedziałam smutna .
-Przykro mi
-Niepotrzebnie. A ty tam za rogiem mieszkasz ,tak ?
-Tak . Z rodzicami z starszą siostrą o 2 lata .A masz jakeiś rodzeństwo ?
-Tak starszą siostre . Ma 21 lat i mieszka we Francji.
-To troche daleko -przyznał
-Nie no gdzie... Taki mały spacerek-powiedziałam
-Tak , chyba z plecakiem odrzutowym albo powozem z nienaturalnie szybkimi haski-powiedził śmiejąc sie .
-Faktycznie, masz na zbyciu jakieś haski ?-powiedziłam śmiejąc sie .
-Przykro mi, skończyły się .-powiedział z ogromnym uśmiechem na twarzy .
-O to już tutaj . Dotarlismy na miejsce. Misja wykonana -powiedział .
-Bardzo dziękuje , niewiem jakbym trafiła bez ciebie .
-Zawsze do uslug.
-Jak byś chciała o coś jeszcze zapytać to dzwoń-powiedział i zapisał swój numer mi na dłoni.A ja napisałam mój na jego .
-To cześć-powiedził i zaczoł iść z powrotem machająć mi ręką .
-Pa-powiedziałam i odmachałam mu .Fajny był .Może niebędzie tu tak żle jak myślałam . Jedyna rzecz jaka mi brakuje tutaj to Sarah . Weszłam do domu zdjełam buty i weszłam do swojego pokoju .Poszłam do łazienki i wziełam długą ,odprężającą kąoiel w wannie . Przebrałam się i weszłam do łóżka .Włożyłam słuchawki i zasnełam słuchając muzyki .
-------------------------
Niewiem czy to ktoś czyta .. Nie zanam waszej opini . Mam pare rozdziałów w przud i niewiem czy je dodawać . Potem akcja się już rozkręca i mam pomysły na dalsze losy Meredith .
Prosze was o komaetarze :D
piątek, 2 marca 2012
Rozdział 2
Obudziły mnie odgłosy z dołu . Zapewne moja ciocia biega z jednego pokoju do drugiego i dopina wszstko na ostatni guzik . Usiadłam na łóżku i popatrzyłam na zegarek . Była 6:27 . Niespałam dobrze przez ten koszmar ,uchhh . Wstałam z łóżka i zeszłam schodami do kuchni . Podeszłam do szafek i wyjełam miske . Wrzuciłam do niej swoje ulubione płatki i zalałm mlekiem . Wziełam się do jedzenia kiedy akurat ciocia wparowała do kuchni .
-O hej słońce !- przywitała sie ze mną i zaczeła robić sobie kawe . Ja się do niej tylko wyszczerzyłam .Chodziła z jednego mjejsca do drugiego . Coś pisała , przewracła i szukała jednocześnie i dolewała mleka do kubka z kawą . Cała ona- robiła 10 rzeczy na raz .
-Jak spałaś ? -zapytała .
-W sumie niezadobrzeeeee -powiedzaiłam przeciagając ostatnie słowo ziewając .
-Hymmm... Czemu ? Ja sie trzymam doskonale .-powiedziła z uśmiechem .
-Haha . Ciociu ty sie zawsze trzymasz doskonale . Wieczny optymiasta . Chociaż czyżby naprawde jeszcze bardziej byłabyś wesoła niż zwylke . Hym ? Przyznaj sie , to dlatego że za jakąś dobe znów zobaczysz Paula . No nie ..?-powiedziałam . Paulo to narzeczony cioci do którego sie właśnie wprowadzamy . Niemyślcie sobie , że jedziemy ze wzgędu tylko na niego . Cocia by mi tego niezrobiła . Nieprzeprowadziła by sie ze mną rozdzielając mnie z najlepsza przyjaciółką . Sprawy z pracy .Ciocia znalazła tam idealny lokal do wynajęcia na jej Galerie . Jak mus to mus . Zawsze o marzyła o prowadzeniu własnej Galerii więc sie zgodziłam .Niewidzieliście mojeje cioci jak wygląda jak chce osiągna swój cel .
-No oczywiście że sie ciesze że zobacze narzeczonego !-powiedziała uradowana i mało co niepodskoczyła z radośći, a przy tym upuściła kubek , który rozbił sie o podłoge . Czasami naprawde zachowywała sie jak dziecko .
- O nie .. To już 3 w tym tygodniu -powiedziała że smutkiem w głosie .
-Haha . I kto tu sie zachowuje jak rotrzepana nastolatka . -powiedziałam .
-No już się tak nie przeądrzaj . Zdarza sie .
-Tak , zadarza sie ale nie 3 razy w tygodniu- powiedzaiłam śmiejąc sie .
- Mówie ci kiedyś będe poważna .
-Ty poważna ! Hahaha . Już daruj sobie .
-No nie śmiej już sie tak ze mnie tylko pomurz mi to posprzatać -powiedziała zchylając nad kawałkami rozbitego kubka . Kucnełam i zaczełam zbierać te pozostałości .
-Mówiłaś , że niespałaś dobrze . Wszystko ok ?
-No pewnie . Czuje sie dobrze pozatym że sie dzisiaj nie wyspałam . Śniła mie sie ta akcja z moim utonięciem .
- To te koszmary co cie męczyły przed przeprowadzką do mnie ?-zapytała .
-Tak , tylko nie wiem czemu znów mi sie to śni po tylu latach ..-ozajmiłam zamyślona.
-To pewnie przez stres z ta całą przeprowadzką . -powiedziała z zatroskaną miną i ostatnie kawałki kubka wrzuciła do kosza .
-Też tak pomyślałam .
-Ale jak chcesz zawsze mozesz ze mna o tym porozmawiać .
-Nie ,Jest w pwporządku . Ale dziękuje
-Zawsze możeasz na mnie liczyć . -powiedziała i pocałowała mnie w czoło .Przytuliłam sie do niejej a ona owzajemniła uscisk .
-No a teraz zmykaj do siebie i sie szykuj . Za jakąś godz. wyjeżdżamy -powiedziała .
Pobiegłam po schodach na góre i weszłam do swojego pokoju . Wziełam ubrania na dzisiejczy dzień i korytarzem przeszłam do łazienki . Wziełam prysznic i umyłam włosy . Ubrałam sie w krótkie dzinsowe spodenki i lużny t-shirt z wielkim czerwonym serce.Mokre włosy związałam i zaczełam myć zęby . Gdy zkończyłam wysuszyłam włosy i poszłam do swojego pokoju . Tam nałozyłam kilka brązoletek i zrobiłam delikatny makijaż .Włosy postanowiłam zostawić rozpuszczone .Spojrzałam na siebie . Wyglągam całkiem nieżle . Byłam niezawysoką brunetką z zielonymi oczami jak to u mnie w rodzinie i lekko falującymi się włosami do pół pleców . Już miałam sie dopakowywać gdy rozległ sie dzwonek do drzwi , a potem wołanie mojej cioci .
-Meredith !!!!! Ktoś do ciebie !-krzykneła.
-Już zchodze ! -odkrzyknełam .Wyszłam z pokoju i zbiegłam na doł prosto do drzwi . Stała w nich Sarah .
-Sarah !!!- krzyknełam uradowana i przytuliłam przyjaciółkę .Sarah była wysoka i szczupła . Blond włosy sięgały jej do końca szyi . Jej oczy były niesamowicie błękitne . W życiu tak jasnych oczu niewidziałam. Twarz zdobiły złote pigi na nosie i policzkach .
-Myślałaś ,że wyjedziesz do słoncznego LA bez pożegnania ze mną !-powiedziała odwzajemniając mój uścisk .
-To ja was zostawie dziewczyny -powiedziała ciocia wchodząc do swojej sypialni .
-Mam coś dla ciebie -powiedziała uśmiechnięta Sarah.
-Naprawde , niytrzeba było .
-Oj , przestań . Oczywiście że trzeba było . Poazatym wiem jak uwielbiasz dostawać prezenty .-ozajmiła wyciagając z torby małe pudełeczko .Podała mi je a ja je otworzyłam . W środku leżała srebna branzoletka . Składała się z maciupeńkich kwiatuszków -liljii moich ulubionych . Na śrdku tego cuda była mała blaszka wygrawerowanym napisem ,,Wieczne prayjaciółki - Mereditch i Sarah '' . Wzruszłam się -była przepiękna .Wyjeła ją i załóżyła mi ja na ręce .
-Podoba ci sie ? Chciała żebyś o mnie niezapomniała w tym wielki mieście . -powiedziała że smutkiem w głosie .
-Ja zapomnieć o tobie ?! Żartujesz sobie ?! Jest przepiękna - powiedziałam i rzuciłam sie na przyjaciółkę .
-Będę za tobą ogromnie tęsknić - powiedziała Sarah płacząc .
-Ja za tobą też . Codzienie będe dzwonić ,obiecuje ci to .
-No mam nadzieje . Inaczej sobie tego niewyobrażam .-powiedziała ocierając łzy .
-No choć , pomorzesz mi sie pakować .
Poszłyśmy do mojego pokoju i Sarah pomogła mi sie dopoakować . Przy tym jak gdyby nic smiałyśmy sie , wygłupiałuśmy i nawet zaliczyłyśmu bitwe na poduszki . Gdy zkończyłysmy ztaszczyłyśmy moje torby i wlizki na dół . Ciocia Jutit też była już gotowa . Po paru minutach przyjechała taksówka . Kierowca pomógł nam trzem włozyć cały bagrz do bagażnika . Ostatni uścisk z Sahrą i razem z ciocią weszłysmy do samochodu .
-Gotowa ? -spytała ciocia .
-Jak zawsze -odpowiedziałam .
Pomachłam przyjaciółce i ruszliśmy na lotnisko .
---------------------------
Daje 2 roździał :D
Jak ktoś wgl to czytał to prosiłabym o pozostawienie komentarzu .
Czy ze złą opinią czy dobrą ... Mogłabym to poprwić i polepszyć jakoś opowiadania .
A co do błędów naprawde się staram ich nie popełniać .
Bardzo was przepraszm za nie .
-O hej słońce !- przywitała sie ze mną i zaczeła robić sobie kawe . Ja się do niej tylko wyszczerzyłam .Chodziła z jednego mjejsca do drugiego . Coś pisała , przewracła i szukała jednocześnie i dolewała mleka do kubka z kawą . Cała ona- robiła 10 rzeczy na raz .
-Jak spałaś ? -zapytała .
-W sumie niezadobrzeeeee -powiedzaiłam przeciagając ostatnie słowo ziewając .
-Hymmm... Czemu ? Ja sie trzymam doskonale .-powiedziła z uśmiechem .
-Haha . Ciociu ty sie zawsze trzymasz doskonale . Wieczny optymiasta . Chociaż czyżby naprawde jeszcze bardziej byłabyś wesoła niż zwylke . Hym ? Przyznaj sie , to dlatego że za jakąś dobe znów zobaczysz Paula . No nie ..?-powiedziałam . Paulo to narzeczony cioci do którego sie właśnie wprowadzamy . Niemyślcie sobie , że jedziemy ze wzgędu tylko na niego . Cocia by mi tego niezrobiła . Nieprzeprowadziła by sie ze mną rozdzielając mnie z najlepsza przyjaciółką . Sprawy z pracy .Ciocia znalazła tam idealny lokal do wynajęcia na jej Galerie . Jak mus to mus . Zawsze o marzyła o prowadzeniu własnej Galerii więc sie zgodziłam .Niewidzieliście mojeje cioci jak wygląda jak chce osiągna swój cel .
-No oczywiście że sie ciesze że zobacze narzeczonego !-powiedziała uradowana i mało co niepodskoczyła z radośći, a przy tym upuściła kubek , który rozbił sie o podłoge . Czasami naprawde zachowywała sie jak dziecko .
- O nie .. To już 3 w tym tygodniu -powiedziała że smutkiem w głosie .
-Haha . I kto tu sie zachowuje jak rotrzepana nastolatka . -powiedziałam .
-No już się tak nie przeądrzaj . Zdarza sie .
-Tak , zadarza sie ale nie 3 razy w tygodniu- powiedzaiłam śmiejąc sie .
- Mówie ci kiedyś będe poważna .
-Ty poważna ! Hahaha . Już daruj sobie .
-No nie śmiej już sie tak ze mnie tylko pomurz mi to posprzatać -powiedziała zchylając nad kawałkami rozbitego kubka . Kucnełam i zaczełam zbierać te pozostałości .
-Mówiłaś , że niespałaś dobrze . Wszystko ok ?
-No pewnie . Czuje sie dobrze pozatym że sie dzisiaj nie wyspałam . Śniła mie sie ta akcja z moim utonięciem .
- To te koszmary co cie męczyły przed przeprowadzką do mnie ?-zapytała .
-Tak , tylko nie wiem czemu znów mi sie to śni po tylu latach ..-ozajmiłam zamyślona.
-To pewnie przez stres z ta całą przeprowadzką . -powiedziała z zatroskaną miną i ostatnie kawałki kubka wrzuciła do kosza .
-Też tak pomyślałam .
-Ale jak chcesz zawsze mozesz ze mna o tym porozmawiać .
-Nie ,Jest w pwporządku . Ale dziękuje
-Zawsze możeasz na mnie liczyć . -powiedziała i pocałowała mnie w czoło .Przytuliłam sie do niejej a ona owzajemniła uscisk .
-No a teraz zmykaj do siebie i sie szykuj . Za jakąś godz. wyjeżdżamy -powiedziała .
Pobiegłam po schodach na góre i weszłam do swojego pokoju . Wziełam ubrania na dzisiejczy dzień i korytarzem przeszłam do łazienki . Wziełam prysznic i umyłam włosy . Ubrałam sie w krótkie dzinsowe spodenki i lużny t-shirt z wielkim czerwonym serce.Mokre włosy związałam i zaczełam myć zęby . Gdy zkończyłam wysuszyłam włosy i poszłam do swojego pokoju . Tam nałozyłam kilka brązoletek i zrobiłam delikatny makijaż .Włosy postanowiłam zostawić rozpuszczone .Spojrzałam na siebie . Wyglągam całkiem nieżle . Byłam niezawysoką brunetką z zielonymi oczami jak to u mnie w rodzinie i lekko falującymi się włosami do pół pleców . Już miałam sie dopakowywać gdy rozległ sie dzwonek do drzwi , a potem wołanie mojej cioci .
-Meredith !!!!! Ktoś do ciebie !-krzykneła.
-Już zchodze ! -odkrzyknełam .Wyszłam z pokoju i zbiegłam na doł prosto do drzwi . Stała w nich Sarah .
-Sarah !!!- krzyknełam uradowana i przytuliłam przyjaciółkę .Sarah była wysoka i szczupła . Blond włosy sięgały jej do końca szyi . Jej oczy były niesamowicie błękitne . W życiu tak jasnych oczu niewidziałam. Twarz zdobiły złote pigi na nosie i policzkach .
-Myślałaś ,że wyjedziesz do słoncznego LA bez pożegnania ze mną !-powiedziała odwzajemniając mój uścisk .
-To ja was zostawie dziewczyny -powiedziała ciocia wchodząc do swojej sypialni .
-Mam coś dla ciebie -powiedziała uśmiechnięta Sarah.
-Naprawde , niytrzeba było .
-Oj , przestań . Oczywiście że trzeba było . Poazatym wiem jak uwielbiasz dostawać prezenty .-ozajmiła wyciagając z torby małe pudełeczko .Podała mi je a ja je otworzyłam . W środku leżała srebna branzoletka . Składała się z maciupeńkich kwiatuszków -liljii moich ulubionych . Na śrdku tego cuda była mała blaszka wygrawerowanym napisem ,,Wieczne prayjaciółki - Mereditch i Sarah '' . Wzruszłam się -była przepiękna .Wyjeła ją i załóżyła mi ja na ręce .
-Podoba ci sie ? Chciała żebyś o mnie niezapomniała w tym wielki mieście . -powiedziała że smutkiem w głosie .
-Ja zapomnieć o tobie ?! Żartujesz sobie ?! Jest przepiękna - powiedziałam i rzuciłam sie na przyjaciółkę .
-Będę za tobą ogromnie tęsknić - powiedziała Sarah płacząc .
-Ja za tobą też . Codzienie będe dzwonić ,obiecuje ci to .
-No mam nadzieje . Inaczej sobie tego niewyobrażam .-powiedziała ocierając łzy .
-No choć , pomorzesz mi sie pakować .
Poszłyśmy do mojego pokoju i Sarah pomogła mi sie dopoakować . Przy tym jak gdyby nic smiałyśmy sie , wygłupiałuśmy i nawet zaliczyłyśmu bitwe na poduszki . Gdy zkończyłysmy ztaszczyłyśmy moje torby i wlizki na dół . Ciocia Jutit też była już gotowa . Po paru minutach przyjechała taksówka . Kierowca pomógł nam trzem włozyć cały bagrz do bagażnika . Ostatni uścisk z Sahrą i razem z ciocią weszłysmy do samochodu .
-Gotowa ? -spytała ciocia .
-Jak zawsze -odpowiedziałam .
Pomachłam przyjaciółce i ruszliśmy na lotnisko .
---------------------------
Daje 2 roździał :D
Jak ktoś wgl to czytał to prosiłabym o pozostawienie komentarzu .
Czy ze złą opinią czy dobrą ... Mogłabym to poprwić i polepszyć jakoś opowiadania .
A co do błędów naprawde się staram ich nie popełniać .
Bardzo was przepraszm za nie .
środa, 29 lutego 2012
Rozdział 1
Wszędzie była ciemność- jedna nieograniczona ciemność. Spadadłam na dno i widziałam tylko kilka ulatniająjących się ostatnich bąbelków powierza na de mną .Było mi strasznie zimno , choć teraz już mi to nie przeszkadzało . Nic teraz nie czułam . Wcześniej tak,owszem . Najpierw była panika . Potem nie miałam już sił , więc sie poddałam . Opadałam i czułam strach . Teraz jednak nic nie czuję . Obraz się rozmazuje i koniec .....
Obudziłam sie gwałtownie cała spocona . Zakryłam usta dłońmi i zdusiłam krzyk .Zacisnełam zęby. Już wszystko w porządku . Muszę być silna,obiecałam że juz nigdy nie będe płakać , a napewno przy pierwszym lepszym koszmarze . Bo to był koszmar , bardzo realistyczny . Już kiedyś się powtarzał ,ale to było dawno . Ten koszmar nie wziął sie z nikąt .Pamiętam to jakby było wczoraj ......
***********************
Miłam 7 lat . Siedziałam na łóżku z opuszczoną głową w pół zaćmionym pokoju i łzy niechciały przestać lecieć . Trzask,trzask .. Słyszałam dźwięk tłuczonego szkła . I znów trzask .. następna łza przemkneła po policzku . Gdy moja starsza siostra zobaczyła w jakim jestem stanie ,zeszła ze swojego łóżka i usiadła obok mnie .
-Nie płacz .- powiedziała Elizabeth .
Cisza... i znów słychać tłuczone szkło .Kolejna łza poleciała .
-Nie płacz -powtórzyła . Ujeła mnie za ręke i próbowała poptrzeć w oczy .
Trzask , trzask , tarzask.. Następne łzy . Podniosłam głowe i spojrzałam w ciemnozielone oczy Beti . Miała 13 lat a już można było zobaczyć tę mądrosć w jej oczach . Była śliczna . Odziedziczyła urode po mamie .Jej jasnobrązowe włosy dosięgały do połowy pleców i lekko zakkręcały sie na końcach . Miała jasną cere , pięknie dopełnione usta , a na policzkach kila jasnobrazowych piegów . Gdy teraz tak spoglądałam jej w oczy przypominała mi mame i znów poleciała łza . Już nie z powodu ciągłego tłuczącego sie szkła na dole . Tylko zadałam sobie sprawe jak za nią tesknię i co bym dała by znów była wśród nas . Była obok mnie . Moja mama. Za myslenia wyrwał mnie głos siostry .
-Nie płacz - powtórzyła to Bóg wie ile razy tego wieczoru . Nawet teraz ona miała lekko zaszklone oczy. Też za nia tęskniła , lecz niedała tego po sobie poznać że coś mogło ją wywrócić z równowagi . Była taka silna . Nigdy jej nie dorównam .A ona teraz miała tylko 13 lat !!!
-To moja wina . -powiedziałam ze smutkiem w głosie , a przy tym poleciało kilka łez .
-Wiesz że to nieprawda . Mama nigdy ci by nie pozwoliła tak mysleć .
-Ale to prawda !!-krzyknełam i wybuchłam płaczem . Siostra szybko mnie objeła i pozwalała się mi wypłakać jak co roku . Co dziś był za cudowny dzień .Ha! Moje urodziny i rocznica śmierci mamy . Zmarła trzy lata temu kiedy miałam 5 lat a Beti 9 . Była chora , śmirtelnie chora .Dowiedziała sie o chorobie miesiąc przed śmiercią . Niemiała szans na wygraną z chorobą . Niefortunie los chciał ,aby zamarła w dzień moich urodzin. Tata nie mógł sie pozbierać po stracie ukachanej osoby . Była jego wielką miłością a ona jego . Niebyło z nim najlepiej od tych 3 lat . Codziennie pił i godzinami niebyło go w domu . Lecz dzisiaj kończyłam 8 lat . W ten dzień było najgorzej . Tata siedział z zapasem alkoholu . Pił ,pił , pił i pił i puste butelki robijał o ściane . Czemu uważałam że to moja wina ??Gdy rodziła mnie mama coś złego sie stało . Poród źle został odebrany i moja mama została uszkodzona . Wyleczuli ją co prawda ,ale to wróciło ...
Nagle usłyszałam wielki huk . Wyrwałam sie z objęcia siostry i wybiegłam z pokoju . Gdy byłam już przy schodach słyszałam krzyki Elizabeth żebym została w pokoju . Jednak jej nie posłuchałam ,ponieważ ten odgłos pochodził z salonu .Gdzie siedział mój tata. Weszłam do pokoju i zobaczyłam to wszystko czego juz nigdy nie chciałam zobaczyć .Wszędzie było roztłuczone szkło . Regał na kziążki leżał na podłodze złamany w pół . Mój tata siedział obok niego . Szlochając trzymał w reku stłuczone zdjęcie mamy . Niemogłam znieść tego widoku ojca więc jak najszybciej próbowałam sie wycofać z pokoju . Cofnełam się o jeden gwałtowny krok w tył i runełam na ziemie . Kawałek szkła skaleczył mnie w szyje .
-Ał!!-krzyknełam . Dotknełam szyi palcami . Wyciagnełam ręke przed siebie i zobaczyłam czerwoną maź . To była krew ! Nic tak nieprzeraża 8-latki jak widok krwi na własnych rękach .
-Ał !! - krzyknełam jeszcze raz załamującym sie głosem.
Wtedy ujrzał mnie tato .
-To wszystko przez ciebie !! -krzyknął ojciec .
Tak wiedziałam !!To była tylko moja i wyłoącznie moja wina !!! Cała zapłakana wybiegłam z domu . Biegłam , biegłam , biegłam aż zobaczyłam pomost . Ten mój pomost . Przychodzilismy tu całą rodziną co tydzień . Wtedy nasze relacje wyglądały zupełnie inaczej . Byliśmy kochajacą się ,szczęśliwą rodziną . Wszystko sie zmieniło od śmierci mamy ! Wszystko przezemnie !
Weszłam na pomost . Był piękny jesienny wieczór . Wode ośiwtlał blask kziężyca .Wszystko tak pięknie tu wyglądało . Czułam sie tu bezpiecznie . Teraz zauważyłam , że z tego pośpiechu niezałozyłam butów ani żadnej kurtki . Zrobiło mi sie strasznie zimno. Przypomniałam sobie o Elizabeth . Jak ona będzie sie o mnie martwiła . Postanowiłam więc wrócić do domu . Gdy sie obracałam noga mi sie osuneła i wpadłam do jeziora . Woda była lodowata . Ja nie umiałam pływać ! Wpadłam w panike .
****************************
Reszte przedctawia mój koszmar . Okazło się , że Elizabeth pobiegła za mną . Wiedziała że będe na pomoście . Gdy tam dotarła usłyszała tylko plusk wody .Dobiegła do tamtego mjejsca i zobaczyła oddalające sie na dół ciało . Natychmiast wskoczyła do wody i wyłowiła mnie na brzeg . Nieoddychałam . Zaczeła wykonywać sztuczne oddychanie . Po kilku minutach otworzyłam oczy i wyparłam wode z mojego ciała . Siostra nakryła mnie swoją kurtką i wróciłysmy do domu . Ojciec nawet nie zauważył naszej nieobecności .... Dwa tygodnie póżniej popełnił samobójstwo .Tata wczesniej odwrócił sie od rodziny od tego czsasu . Najpierw oczywiscie chcieli nam pomóc ale on pomocy odmawiał . Po pewnym czasie wszyscy zrezygnowali z chęci pomocy . Nie utrzymawalismy z nikim żadnego kontaktu . Więc po śmierci obojga rodziców trafiłyśmy do domu dziecka . Od tego wypadku panicznie boje sie wody. Wszelkich jezior, mórz , oceanów . Nawet do basenu bym nie weszła . Jak woda to nie ja .
Mama miała młodszą siostre , która nic niewiedziała o tym całym zdarzeniu .Oczywiście wiedziała że jej starsz siostra zmarła gdy ona miała 13 lat i bardzo to przeżyła . Ale nigdy nie wiedziała że miała 2 córki , które trafiły do domu dziecka 3 lata póżniej . Gdy miała 20 lat jej rodzice wyjawili jej całą prawde . Postanowiła zaadoptować siostrzenice . Kochana ciocia Judit . Jakby nas nieprzygarneła 6 lat temu niewiem jak by sie to skończyło . Jesteśmy ze sobą bardzo blisko .
Teraz mieszkam sama z ciocią w Phoenix(bo moja siostrzyczka wyprowadziła sie 2 lata temu. Pracuje jako projektantka w Paryżu ,nieżle jej sie tam wiedzie ) . W sumie mieszkałyśmy bo jutro właśnie przeprowadzamy sie do Los Angeles . Wiem to straszne teraz sie przeprowadzać w wieku 16 lat . Kiedy ja właśnie prowadze takie tutaj ciekawe życie xD . No dobra zaciekawe ono tu nie jest . Jedyne co mnie tu trzyma to moja przyjaciółka Sarah . Nie wiem jak ja sie bez niej obejde :( .
A co do tych koszmarów to nie wiem czemu znowu sie ponowiły . Nie mam już ich od kiedy zaopiekoawała sie nami ciocia Judit . Może to tylko stres spowodowany przeprowdzką .
-----------------------------
Przepraszm za wszystkie błędy :P
Starałam się jak mogłam .Mam nadzieje , że Wam sie spodoba .
Prosze o wyrozumiałość , ponieważ to wszystko jest dla mnie nowe .
Piszcie co o tym myślicie .... Miło jagby ktoś zostawił po sobie komentarz .
Pracuję nad 2 rozdziałem .Pozdrowienia :***
Obudziłam sie gwałtownie cała spocona . Zakryłam usta dłońmi i zdusiłam krzyk .Zacisnełam zęby. Już wszystko w porządku . Muszę być silna,obiecałam że juz nigdy nie będe płakać , a napewno przy pierwszym lepszym koszmarze . Bo to był koszmar , bardzo realistyczny . Już kiedyś się powtarzał ,ale to było dawno . Ten koszmar nie wziął sie z nikąt .Pamiętam to jakby było wczoraj ......
***********************
Miłam 7 lat . Siedziałam na łóżku z opuszczoną głową w pół zaćmionym pokoju i łzy niechciały przestać lecieć . Trzask,trzask .. Słyszałam dźwięk tłuczonego szkła . I znów trzask .. następna łza przemkneła po policzku . Gdy moja starsza siostra zobaczyła w jakim jestem stanie ,zeszła ze swojego łóżka i usiadła obok mnie .
-Nie płacz .- powiedziała Elizabeth .
Cisza... i znów słychać tłuczone szkło .Kolejna łza poleciała .
-Nie płacz -powtórzyła . Ujeła mnie za ręke i próbowała poptrzeć w oczy .
Trzask , trzask , tarzask.. Następne łzy . Podniosłam głowe i spojrzałam w ciemnozielone oczy Beti . Miała 13 lat a już można było zobaczyć tę mądrosć w jej oczach . Była śliczna . Odziedziczyła urode po mamie .Jej jasnobrązowe włosy dosięgały do połowy pleców i lekko zakkręcały sie na końcach . Miała jasną cere , pięknie dopełnione usta , a na policzkach kila jasnobrazowych piegów . Gdy teraz tak spoglądałam jej w oczy przypominała mi mame i znów poleciała łza . Już nie z powodu ciągłego tłuczącego sie szkła na dole . Tylko zadałam sobie sprawe jak za nią tesknię i co bym dała by znów była wśród nas . Była obok mnie . Moja mama. Za myslenia wyrwał mnie głos siostry .
-Nie płacz - powtórzyła to Bóg wie ile razy tego wieczoru . Nawet teraz ona miała lekko zaszklone oczy. Też za nia tęskniła , lecz niedała tego po sobie poznać że coś mogło ją wywrócić z równowagi . Była taka silna . Nigdy jej nie dorównam .A ona teraz miała tylko 13 lat !!!
-To moja wina . -powiedziałam ze smutkiem w głosie , a przy tym poleciało kilka łez .
-Wiesz że to nieprawda . Mama nigdy ci by nie pozwoliła tak mysleć .
-Ale to prawda !!-krzyknełam i wybuchłam płaczem . Siostra szybko mnie objeła i pozwalała się mi wypłakać jak co roku . Co dziś był za cudowny dzień .Ha! Moje urodziny i rocznica śmierci mamy . Zmarła trzy lata temu kiedy miałam 5 lat a Beti 9 . Była chora , śmirtelnie chora .Dowiedziała sie o chorobie miesiąc przed śmiercią . Niemiała szans na wygraną z chorobą . Niefortunie los chciał ,aby zamarła w dzień moich urodzin. Tata nie mógł sie pozbierać po stracie ukachanej osoby . Była jego wielką miłością a ona jego . Niebyło z nim najlepiej od tych 3 lat . Codziennie pił i godzinami niebyło go w domu . Lecz dzisiaj kończyłam 8 lat . W ten dzień było najgorzej . Tata siedział z zapasem alkoholu . Pił ,pił , pił i pił i puste butelki robijał o ściane . Czemu uważałam że to moja wina ??Gdy rodziła mnie mama coś złego sie stało . Poród źle został odebrany i moja mama została uszkodzona . Wyleczuli ją co prawda ,ale to wróciło ...
Nagle usłyszałam wielki huk . Wyrwałam sie z objęcia siostry i wybiegłam z pokoju . Gdy byłam już przy schodach słyszałam krzyki Elizabeth żebym została w pokoju . Jednak jej nie posłuchałam ,ponieważ ten odgłos pochodził z salonu .Gdzie siedział mój tata. Weszłam do pokoju i zobaczyłam to wszystko czego juz nigdy nie chciałam zobaczyć .Wszędzie było roztłuczone szkło . Regał na kziążki leżał na podłodze złamany w pół . Mój tata siedział obok niego . Szlochając trzymał w reku stłuczone zdjęcie mamy . Niemogłam znieść tego widoku ojca więc jak najszybciej próbowałam sie wycofać z pokoju . Cofnełam się o jeden gwałtowny krok w tył i runełam na ziemie . Kawałek szkła skaleczył mnie w szyje .
-Ał!!-krzyknełam . Dotknełam szyi palcami . Wyciagnełam ręke przed siebie i zobaczyłam czerwoną maź . To była krew ! Nic tak nieprzeraża 8-latki jak widok krwi na własnych rękach .
-Ał !! - krzyknełam jeszcze raz załamującym sie głosem.
Wtedy ujrzał mnie tato .
-To wszystko przez ciebie !! -krzyknął ojciec .
Tak wiedziałam !!To była tylko moja i wyłoącznie moja wina !!! Cała zapłakana wybiegłam z domu . Biegłam , biegłam , biegłam aż zobaczyłam pomost . Ten mój pomost . Przychodzilismy tu całą rodziną co tydzień . Wtedy nasze relacje wyglądały zupełnie inaczej . Byliśmy kochajacą się ,szczęśliwą rodziną . Wszystko sie zmieniło od śmierci mamy ! Wszystko przezemnie !
Weszłam na pomost . Był piękny jesienny wieczór . Wode ośiwtlał blask kziężyca .Wszystko tak pięknie tu wyglądało . Czułam sie tu bezpiecznie . Teraz zauważyłam , że z tego pośpiechu niezałozyłam butów ani żadnej kurtki . Zrobiło mi sie strasznie zimno. Przypomniałam sobie o Elizabeth . Jak ona będzie sie o mnie martwiła . Postanowiłam więc wrócić do domu . Gdy sie obracałam noga mi sie osuneła i wpadłam do jeziora . Woda była lodowata . Ja nie umiałam pływać ! Wpadłam w panike .
****************************
Reszte przedctawia mój koszmar . Okazło się , że Elizabeth pobiegła za mną . Wiedziała że będe na pomoście . Gdy tam dotarła usłyszała tylko plusk wody .Dobiegła do tamtego mjejsca i zobaczyła oddalające sie na dół ciało . Natychmiast wskoczyła do wody i wyłowiła mnie na brzeg . Nieoddychałam . Zaczeła wykonywać sztuczne oddychanie . Po kilku minutach otworzyłam oczy i wyparłam wode z mojego ciała . Siostra nakryła mnie swoją kurtką i wróciłysmy do domu . Ojciec nawet nie zauważył naszej nieobecności .... Dwa tygodnie póżniej popełnił samobójstwo .Tata wczesniej odwrócił sie od rodziny od tego czsasu . Najpierw oczywiscie chcieli nam pomóc ale on pomocy odmawiał . Po pewnym czasie wszyscy zrezygnowali z chęci pomocy . Nie utrzymawalismy z nikim żadnego kontaktu . Więc po śmierci obojga rodziców trafiłyśmy do domu dziecka . Od tego wypadku panicznie boje sie wody. Wszelkich jezior, mórz , oceanów . Nawet do basenu bym nie weszła . Jak woda to nie ja .
Mama miała młodszą siostre , która nic niewiedziała o tym całym zdarzeniu .Oczywiście wiedziała że jej starsz siostra zmarła gdy ona miała 13 lat i bardzo to przeżyła . Ale nigdy nie wiedziała że miała 2 córki , które trafiły do domu dziecka 3 lata póżniej . Gdy miała 20 lat jej rodzice wyjawili jej całą prawde . Postanowiła zaadoptować siostrzenice . Kochana ciocia Judit . Jakby nas nieprzygarneła 6 lat temu niewiem jak by sie to skończyło . Jesteśmy ze sobą bardzo blisko .
Teraz mieszkam sama z ciocią w Phoenix(bo moja siostrzyczka wyprowadziła sie 2 lata temu. Pracuje jako projektantka w Paryżu ,nieżle jej sie tam wiedzie ) . W sumie mieszkałyśmy bo jutro właśnie przeprowadzamy sie do Los Angeles . Wiem to straszne teraz sie przeprowadzać w wieku 16 lat . Kiedy ja właśnie prowadze takie tutaj ciekawe życie xD . No dobra zaciekawe ono tu nie jest . Jedyne co mnie tu trzyma to moja przyjaciółka Sarah . Nie wiem jak ja sie bez niej obejde :( .
A co do tych koszmarów to nie wiem czemu znowu sie ponowiły . Nie mam już ich od kiedy zaopiekoawała sie nami ciocia Judit . Może to tylko stres spowodowany przeprowdzką .
-----------------------------
Przepraszm za wszystkie błędy :P
Starałam się jak mogłam .Mam nadzieje , że Wam sie spodoba .
Prosze o wyrozumiałość , ponieważ to wszystko jest dla mnie nowe .
Piszcie co o tym myślicie .... Miło jagby ktoś zostawił po sobie komentarz .
Pracuję nad 2 rozdziałem .Pozdrowienia :***
Subskrybuj:
Posty (Atom)